Alfa Romeo Giulietta 1.4TB Multiair – ach te Włoszki… [test]

Alfa Romeo Giulietta 1.4TB

Włochy to bardzo wyjątkowy kraj. Chyba jeden z nielicznych, które mogą się pochwalić ogromną ilością tak zwanych biznesów rodzinnych. Ilość firm przechodzących z pokolenia na pokolenie wydaje się być tutaj niezliczona.

Słynna mafia? Któż o niej nie słyszał. Włoskie pizze? Miałem okazję jeść taki (podobno) oryginalny wyrób – niebo w gębie. Wina z Toskanii czy Piemontu? Uwielbiam zjeść z nimi obiad lub po prostu podelektować się tylko i wyłącznie ich smakiem. Włoskie ubrania? Mam parę i chyba nigdy się z nimi nie rozstanę. Samochody? Pagani, Ferrari – firmy założone z pasji. Wszystko, co włoskie zdaje się mieć w sobie zakodowane coś, co nazywamy czynnikiem X. Z reguły potrafimy się określić, czy dana rzecz nam się podoba lub nie. Czasem tylko nie wiemy, co kierowało nami przy wydawaniu takiego lub innego osądu.

Mam więc swojego rodzaju problem oceniając Alfę Giuliettę. Po spędzeniu parę dni z tym autem muszę przyznać, że mi się spodobało. No i właśnie weź bądź mądry, udowodnij dlaczego. Przeanalizujmy to.

Jeśli mam być szczery, Giulietta kiedyś nie podobała mi się ani trochę. Właściwie to otrzymując ją do testu trochę się tego bałem – jak mogę opisać auto, do którego mam niezbyt pozytywne nastawienie? Źródłem mojej niechęci była przejażdżka jakieś półtora roku temu podobnym egzemplarzem. Czepiałem się czego tylko mogłem. W tamtym momencie z chęcią zakopałbym to auto i w ogóle zapomniał o jego istnieniu. Popełniłem jednak wtedy pewien błąd. Nie poznałem go na spokojnie, nie dałem sobie paru chwil na zapoznanie się. Po prostu wziąłem pierwszy zakręt ostro, wszystkie pozostałe również. Daję słowo, że było jak z kobietą. Jeśli zaczniesz za ostro, możesz dostać w twarz. Alfa potocznie zwana Julką, za takie zachowanie odwdzięczyła się więc fochem – rzuciła na mnie czar.

Wszystko jednak uległo zmianie gdy dostałem kluczyki do eleganckiego, czarnego egzemplarza. Nadszedł moment, w którym mogłem spędzić z Julką więcej czasu. Randka zamieniła się w długie kilometry (dokładnie 800) przejechane głównie w trasie. Po raz kolejny mogę powiedzieć – auto zostało przeze mnie sprawdzone naprawdę dobrze i z należytą uwagą.

Na szczęście było też trochę jazdy miejskiej, kąpieli w sierpniowym (tak, to był sierpień, publikacja testu to grudzień, echh…) słońcu i wiele możliwości podziwiania kształtów Julki. Ogromną przyjemność sprawiało mi zaparkowanie auta naprzeciwko jakiejś ławki i oglądanie Alfy z profilu. Jest tutaj coś, czego nie spotkamy w innych autach. Czarny kolor podkreślał elegancję, duże felgi dodawały 100 do lansu, a chrom wokół szyb informował o tym, że nie mamy do czynienia z biedną wersją. Do przodu wciąż jakoś przyzwyczaić się nie mogę, mimo moich sympatii dotyczących odwoływania się do poprzednich modeli (mowa tutaj o charakterystycznej atrapie chłodnicy). Inaczej jest natomiast z tyłu. Zawinięte tylne lampy zdobędą serce niejednej i niejednego.

Wnętrze też wyróżnia się na tle projektów konkurencji. Jest tu po prostu inaczej. Testowany egzemplarz wyposażony był w skórzane fotele, które prezentowały się nadzwyczaj efektownie i tak też oddziaływały na nasze plecy. Co do ich wygody nie mogę mieć zarzutu. Fajnym elementem było logo Alfy na oparciach. Niby detal, ale to przecież tak naprawdę one tworzą całość. Kolejnymi smaczkami wewnątrz są bez wątpienia napisy na zegarach – po włosku, jakże by inaczej. Zamiast oczywistego piktogramu dystrybutora paliwa mamy podpis „Benzina”, zamiast chciałby się rzec aż wulgarnego RPM, w Alfie spotkamy Giri. Uwielbiam takie odwoływanie się do swoich korzeni. Przecież nie ma się czego tutaj wstydzić, to powód do dumy.

Jeśli chodzi o wykonanie wnętrza, to będziemy raczej zadowoleni. Zapewne trafi się nam parę twardszych plastików, ale tak naprawdę w niczym przeszkadzać nie będą. Testowany egzemplarz mimo ponad 43 000 km przebiegu nie trzeszczał i ogólnie wyglądał nienagannie. To dobrze rokuje na przyszłość.

Całkiem nieźle jest z przestronnością wnętrza. Giulietta może niczym nie zaskakuje, ale z pewnością trzyma poziom konkurencji – bez problemu długi odcinek spędzą z tyłu dwaj dorośli pasażerowie. Nie powinno zabraknąć przestrzeni nad głową ani na kolana.

Długim podróżom sprzyjać też będzie muzyka płynąca z naprawdę dobrego nagłośnienia firmowanego przez znaną chyba wszystkim markę Bose. To jednak jedyny dobry element całego sytemu multimedialnego. Jego obsługa wydaje się być trochę zagmatwana, a sam ekran, z którego wszystko odczytujemy jest zdecydowanie zbyt archaiczny (niska rozdzielczość) i odstaje od tego, co obecnie oferuje konkurencja.

Również na tym ekranie możliwe jest podejrzenie tego, co zmienia się po użyciu przełącznika DNA. Działa na podobnej zasadzie, co choćby w Abarthcie Punto Evo. Normal to obcięte niutonometry, kierownica trochę bez czucia. Dynamic Giuliettę w zupełnie inne zwierzę, lepiej reagujące na gaz, lepiej przyspieszające i lepiej prowadzące się (z tym akurat jest nieźle). Co ciekawe, w tym trybie spalanie jest niższe niż w Normal’u. A to All Weather – był sierpień, na niebie panowała tylko jedna weather – słońce. Jeśli więc chodzi o sprawowanie się w takiej pogodzie, to jest ok 🙂

Testowana Alfa została wyposażona w benzynowy silnik o pojemności 1.4 i mocy 170 KM. Dzięki temu, rozpędzenie się do pierwszej setki zajmuje zaledwie 7,8 s. To bardzo dobry wynik w takim aucie. Co ciekawe, jest nie tylko szybko, ale i oszczędnie. W mieście Giulietta spalała 9 l/100 km (bez start/stop – sorry, nie dzierżę tego systemu Fiata), a poza 5,9. Efektem było przejechanie na jednym zbiorniku (60l) dystansu 800 km – większość w trasie, ale nie omieszkałem wysłać Julkę w miejskie korki. Tak więc silnik 1.4TB Multiair można uznać za udany.

Czas sprawdzić to, czy Giulietta porusza się z gracją po drodze. Z racji 18” calowych felg, moje spojrzenie może być nieco wypaczone. O dziwo jednak, odczuwamy tylko większe nierówności i co ważne, nie towarzyszą temu głośne stuki. Ogólnie długie podróże w tej Alfie to przyjemność. Zawieszenie pozwala na komfortowe przemieszczanie się.

Cóż, minęło parę dni, z Julką trzeba było się rozstać. Co czułem? Szczerze mówiąc to trochę było mi smutno. Zżyłem się z tym autem. Jazda nim diametralnie różniła się od podróżowania Focusem, Astrą czy Megane. Wcale nie chodzi tutaj o inne rozwiązania techniczne. Giulietta dawała po prostu uczucie pewnej wyjątkowości, jazdy autem, którego marka ma historię – inną niż wyprodukowanie kilku milionów tego samego, ale w innej oprawce. Julka, jak każde auto z Włoch, absolutnie nie jest pozbawiona wad (ma nawet te denerwujące), ale posiada swój klimat, który sprawia, że tak naprawdę te minusy w pewnym momencie przestają istnieć.

Mateusz Pietruszka
mateusz@motofilm.pl

Coś mi się spodobało:
+ wygląd auta
+ ekonomika oraz dynamika silnika (zrobiłem 800 km na jednym baku – ok. 90% to trasa)
+ historia marki
+ komfort podróżowania
+ włoskie smaczki

Coś mi jednak nie przypadło do gustu:
– start/stop działa tak samo źle jak w każdym innym aucie Fiata
– multimedia mają słaby ekran i ogólnie ich obsługa jest trochę zawiła
– niezbyt duża czytelność panelu klimatyzacji

Dane techniczne:
Napęd

Rodzaj silnika: benzyna
Pojemność: 1368cm3
Typ napędu: przedni
Moc maksymalna: 170 KM (przy 5500 obr/min)
Maks. moment obr.: 230 Nm (przy 2250 obr/min), 250 Nm overboost (przy 2500 obr/min)
Skrzynia biegów: 6-biegowa, manualna
Nadwozie
Długość / Szerokość / Wysokość: 4351/ 1798/ 1465
Pojemność bagażnika w litrach: 350 l
Masa własna: 1365 kg
Ładowność: 430 kg
Rozstaw osi: 2634 mm
Dane eksploatacyjne producenta (test)
Przyspieszenia od 0 do 100 km/h: 7,8 s
Prędkość maksymalna: 218 km/h
Zużycie paliwa – trasa: 4,6 l /100km (5,9 l/100km)
Zużycie paliwa – miasto: 7,8 l/100km (9 l/100km)
Zużycie paliwa – cykl mieszany: 5,8 l/100km (7,7 l/100km)
Pojemność zbiornika paliwa: 60 litrów
Emisja CO2 [g/km]: 134
Cena Giulietty – od 69 500 zł
Cena Giulietty Distinctive – od 84 900 zł
Cena testowanego egzemplarza – ok 104 000 zł