Cały świat kocha spódniczki mini. Kobiety z chęcią eksponują w nich zgrabne nogi, a faceci z chęcią… patrzą na te ładne nogi. A co z autami spod znaku MINI? Od kilkudziesięciu lat uchodzą za ideał fajnego, miejskiego środka transportu. Są małe, zwinne, a do tego z charakterem. No dobrze, spójrzcie teraz na naszego Countrymana. Na pewno nie zarzucicie mu braku charakteru, o nie. Tym akurat mógłby spokojnie obdzielić kilka innych aut. Ale czy nadal jest mały? Czy to wciąż MINI czy może już raczej MAXI Cooper?

Pozwólcie, że ocenę wyglądu zachowam na sam koniec. Pierwszy kontakt z autem zaczyna się od uchwycenia za retro klamkę. Wchodzę do środka. W „zwykłym” MINI do wnętrza bym się wślizgiwał; tutaj po prostu siadam, trochę jak na krześle. W Cooperach zawsze kochałem pozycję za kółkiem – nisko, ba!, wręcz bardzo nisko nad ziemią. To właśnie sprawiało, że podczas codziennej jazdy czułem się trochę jakbym pokonywał kolejne zakręty na powiększonym torze kartingowym. Niestety w Countrymanie tego już nie doświadczę. Siedzę dosyć wysoko, a dookoła mnie jest masa przestrzeni. To nowość.

W trzydrzwiowym MINI miejsca było w sam raz. Mowa oczywiście o przednich fotelach, bo z tyłu nikt o zdrowych zmysłach nawet nie próbował siadać – tam idealnie mieściła się torba lub laptop. A tu? Countryman spokojnie przewiezie trójkę waszych znajomych, a do bagażnika bez problemu wrzucicie spore bagaże na weekend. Póki co jestem na tak.

Pora przyjrzeć się kokpitowi naszej testówki. Uprzedzam lojalnie: jeśli ktoś do tej pory nie miał do czynienia z niemiecko-brytyjskim MINI może z początku poczuć się lekko onieśmielony tym wnętrzem. Wydaje się bowiem, że przełączniki poupychano bez większego ładu i składu - zegary owszem są ładne, ale ich czytelność jest co najwyżej średnia. Do tego przed włączeniem biegu wstecznego konieczne będzie zajrzenie do instrukcji obsługi. A jeśli i tego wam mało spróbujcie ustawić pokrętłem audio, czy nawigację albo szybko otworzyć szybę pasażera – efekt zagubienia jest murowany.

Ewidentnie funkcjonalność ustąpiła tu miejsca stylowi. Ale tak szczerze – z czasem każda z wymienionych wad zaczyna mieć swój urok i sprawia, że odkrywacie w MINI jego prawdziwy charakter. To nie jest kolejne masowe, bezpłciowe wnętrze. Nie każdy się w nim odnajdzie, bo Countryman wymaga od kierowcy poznania i wzajemnego dotarcia się.

No dobrze, ponarzekałem. Pora zatem powiedzieć o tym, co mi się w nim podobało. Albo inaczej: opowiem wam o dwóch fenomenalnych rzeczach w tym aucie. Po pierwsze o kierownicy, a po drugie o tym jak ona się obracała i jaki był tego wpływ na moją mimikę. Do rzeczy: kółko w tym MINI było malutkie, przyjemnie miękkie i grube. Pokryto je zapewniającą świetny uchwyt alkantarą. Nie było seryjne, wchodziło w skład dodatkowego pakietu, dlatego też jeśli macie zamiar kupić Countrymana to tylko z taką kierownicą.

A prowadzenie? Super bezpośrednie. Minimalny obrót kółkiem od razu miał wpływ na tor jazdy. Zawsze wiedziałem w jakiej pozycji są przednie koła. Złapałem się też na tym, że na ekranie nawigacji wyszukiwałem krętych tras. Z jednego powodu – tutaj każdy zakręt równał się uśmiechowi. Tym bardziej, że utwardzone zawieszenie oraz napęd na cztery koła wprost prowokowały do coraz szybszego pokonywania wiraży. Wszystko w poszukiwaniu momentu uślizgu, gdy podwozie mówi wam: dosyć. W naszym MINI ta granica bezpieczeństwa jest przesunięta naprawdę daleko. Dokładnie jak w dobrze znanym „zwykłym” Cooperze.

Dzięki temu w pełni możecie cieszyć się osiągami 184-konnego silnika. Tutaj pierwsza setka na prędkościomierzu pojawia się już po ok. 8 sekundach. Podobać się może również spalanie, które nie zrujnuje waszego budżetu. W mieście MINI spalało mi ok. 9.5 l/100 km, natomiast w trasie komputer pokazywał wartość 6.3 l/100 km. Chętnie sięga się do precyzyjnej skrzyni o krótkim skoku lewarka, a w trybie sport, przy redukcji biegu, usłyszycie dodatkowo rasowe strzelanie z wydechu. Być może suche dane techniczne nie świadczą o ponadprzeciętnych osiągach, ale wierzcie mi – z pozycji kierowcy dynamika jest w zupełności satysfakcjonująca.

W przeciwieństwie do zawieszenia, które, jak już wspomniałem, zostało dodatkowo utwardzone. I to jest chyba największa wada naszego Countrymana. Z nim po prostu bardzo ciężko żyć na co dzień. Toczenie się po kostce brukowej powoduje zgrzyt zębów wśród pasażerów. Przejeżdżanie przez progi zwalniające odczuwacie jak spadek z wysokiego krawężnika. To MINI to istny wykrywacz nierówności na jezdni. Uprzedzam - na dłuższą metę może to być po prostu męczące.

Na koniec kilka słów o wyglądzie. Nie ważne, że zamontowano w nim pięcioro drzwi. Nic z tego, że podwyższonym nadwoziem usiłuje on udawać SUV-a, którym wcale nie jest. Nie ważne, że wymiarami zewnętrznymi nie ma z pierwowzorem praktycznie nic wspólnego. Popatrzcie tylko na niego – to MINI z krwi i kości. Nie trzeba się znać na samochodach, by od razu odgadnąć markę. A w obecnych czasach to bardzo dużo.

Podsumowanie

Polubiłem w nim odwagę projektu. To, że jest zadziorny, bojowy, ale równocześnie odrobinę przesadzony i przerysowany. Jasne, że za podobną cenę znajdziecie auta i szybsze, i wygodniejsze, i na bank praktyczniejsze. Ale to nie będzie już MINI. To tak jakby zabrać komuś iPhone’a i nakłaniać do kupna smartfona innej firmy. I w tym tkwi sekret tego samochodu.

Wojtek Zuchora
mail: wojtek@motofilm.pl

Dane techniczne:
Napęd
Rodzaj silnika: benzynowy, R4 turbo
Pojemność: 1598 cm3
Typ napędu: 4×4
Moc maksymalna: 184 KM (5500 obr/min)
Maks. moment obr.: 240 Nm (1600-5000 obr/min)
Skrzynia biegów: 6-biegowa, manualna
Nadwozie
Długość / Szerokość / Wysokość: 4110 / 1789 / 1561 mm
Pojemność bagażnika w litrach: 350/1170
Masa własna: 1380 kg
Ładowność: 460 kg
Rozstaw osi: 2595 mm
Dane eksploatacyjne producenta
Przyspieszenie od 0 do 100 km/h: 7.9 s
Prędkość maksymalna: 210 km/h
Zużycie paliwa – trasa: 5,8 l/100km
Zużycie paliwa – miasto: 8,2 l/100km
Zużycie paliwa – cykl mieszany: 6,7 l/100km
Pojemność zbiornika paliwa: 47 litrów
Emisja CO2 [g/km]: 157
Cena: od 115 900 zł
Cena egz. testowego: 145 785,50 zł