Odświeżone Lamborghini Aventador będzie wyposażone w system… Start/Stop

Świat się kończy, apokalipsa jest bliska. Ściany mojego pokoju już się zbliżają, zza okna dochodzą odgłosy piekieł, czuję gorąc ognia. Czy tak wygląda prawdziwy koniec ludzkości? Nie. Polega on na czymś innym.

Otóż odświeżony Aventador w standardzie będzie posiadał system, który z reguły jest do kitu i tylko przeszkadza – start/stop. Niewtajemniczonym powiem, że działa on na takiej zasadzie, że gasi auto podczas postoju. Puszczamy hamulec, odpala i możemy dalej jechać. Pozwala oszczędzać paliwo, ale denerwuje i czasem się gubi.W Fiacie 500 (brrr jak to źle tutaj działa), Hondzie Insight, Toyocie Prius – niech sobie będzie tutaj milion takich systemów. Niech się nawet dublują. Ale nie w samochodzie, który brzmi jak Lamborghini Aventador i z resztą nim jest.

Wszystko to ma związek z dyrektywami, które nakazują producentom obniżanie uśrednionego zużycia paliwa i emisji szkodliwych gazów do atmosfery. Jednym z kroków Lamborghini było kupno producenta motocykli Ducati. Miało to wpłynąć pozytywnie na średnią emisji i spalania.

To był jednak pewien etap. Kolejny to właśnie Aventador ze start/stop-em i systemem wyłączającym sześć z dwunastu cylindrów tego potwora. Technologię tą (cylinder on demand) wprowadzono choćby do Audi A1 – gdy jedziemy spokojnie autostradą, wyłączają się dwa z czterech cylindrów. Obniża to zużycie paliwa i emisję spalin do atmosfery. Spoko, z tym nie mam problemu. W oszczędzaniu kasy na benzynie nie ma nic złego ani uwłaczającego.

Podobno działanie owego systemu jest niezauważalne podczas jazdy – kierowca może to zobaczyć tylko na ekranie komputera. Pytanie jednak, czy w aucie tak bezkompromisowym jak Lamborghini również tak będzie. Cóż – inżynierowie chyba wiedzą, co robią i w co się pakują.

Ale start/stop, w Aventadorze…? Mój Boże, dlaczego uderzasz od razu w najczulszy punkt?