Mini Mini poza błyskami fleszy i czujnym okiem kamery

Mini na olimpiadzie

Olimpiada to święto sportu, którym żyją chyba wszyscy. Tak się składa, że ja nie za bardzo – Polacy jak zwykle przewalą swoje szanse na medale, najwięksi faworyci zamienią się (i już zamienili) w największe porażki igrzysk. Screw it.

Ja zamiast prawić wam jakieś mongolskie teorie, wysyłam swoje macki szpiegowskie do Londynu i wynajduję mały backstage. Naprawdę mały – można powiedzieć, że nawet mini. Otóż jak się okazuje, nie tylko sportowcy pracują tutaj w pocie czoła. Cała obsługa bacznie czuwa nad wszystkim. Oprócz ludzi są tutaj obecne również maszyny, które odwalają kawał dobrej i rzadko kiedy uchwyconej przez kamery, roboty.To zdalnie sterowane autka Mini używane podczas różnego rodzaju rzutów. Te małe i pożyteczne zabawki służą do przewozu oszczepów, dysków czy młotów z miejsca zbrodni, czyli spadnięcia, aż do zawodnika. Na swoim dachu mogą przewieźć nawet 8kg. Dziennie w pocie baterii robią jakieś 6km jeżdżąc w tą i z powrotem.

Małe, niedoceniane i praktycznie niezauważane. Postanowiłem więc dać im trochę miejsca na stronie o motoryzacji 😉 A dlaczego to właśnie Mini? Przyczyna jest prosta – BMW wspomaga olimpijczyków swoją flotą. I niech już nikt nie narzeka, że Mini nie jest mini.