BMW JoyDrive Tour 2012 – relacja z imprezy

BMW JoyDrive 2012

A cóż to w mojej skrzynce mailowej się zapodziało? Spojrzenie w biegu na tytuł – Joy Drive. Eee… spam. Ale chwila – przed tymi dwoma wyrazami znajdują się trzy litery układające się w znajomy skrót: BMW. BMW JoyDrive Tour 2012. Otwieram, a tam formularz zgłoszeniowy od białostockiego salonu Auto Breczko na popularny Ułęż. Lotnisko niedaleko Ryk w tym dniu miało gościć około 30 aut marki BMW.

W zasadzie na początku nie wiedziałem nic i również pojechałem w ciemno. Moja głowa przepełniona była wyobrażeniami o ślizgach najnowszym M5 czy po prostu przejażdżce pachnącym świeżością 6 Gran Coupe. Ale… Sprawy ułożyły się trochę inaczej.Sceneria wręcz idealna – puste lotnisko, słońce, lekki wiatr, pojedyncze chmury na niebie, a przede mną (nami, nie byłem tam sam) ustawione przeróżne modele BMW. Od najtańszych jedynek po reprezentacyjne siódemki, do których nie do końca wiedziałem, gdzie mam wsiąść – za kierownicą i wieźć, czy z tyłu i być wiezionym.

Przyjechaliśmy gdzieś godzinę wcześniej – jechaliśmy „swoim” autem, a reszta grupy autokarem. Tyle czasu starczyło na spokojne zapoznanie się z autami, obczajenie wersji silnikowych (czego jakże dyskretnie dokonywali nasi dwaj czytelnicy – Emil i Mariusz, którzy również stawili się wcześniej), pomodlenie się dobrych kilka minut nad otwartą maską M5, obfotografowanie 6 GranCoupe (stał akurat odkryty po poprzedniej grupie) i zrobienie wywiadu, o co mniej więcej chodzi.

Zasada była prosta. Wszyscy uczestnicy podzieleni zostaną na 4 grupy. Jedna jedzie kolumną wysokich modeli na przejażdżkę po okolicy, druga bierze jedynki i udaje się w głąb lotniska, trzecia porywa trójki na szaleńcze zakręty, czwarta bierze udział w odsłonięciu nowej 6 i ma krótką przerwę – np. na przejażdżkę jako pasażer w Active Hybrid 5. W tej rozpisce brakuje M5. Dlaczego? Bo mogliśmy na nią tylko patrzeć i do niej wsiąść. A tam – no cóż, jak w normalnej piątce (poza alcantarową podsufitką mmmm). Daremne były moje podchody i poszukiwania kluczyka. Piękna M-ka nie ruszyła się nawet na milimetr. Szlag.

Zamiast jednak opowiadać wam o tym, co ja robiłem i czego nie robiłem, podzielę się z wami moją refleksją na temat takich imprez.

Ta konkretna została zorganizowana nie dla dziennikarzy (było nas tylko dwóch), a dla osób, które nie mają BMW. Po cóż taki zabieg? Moim zdaniem po to, żeby zaszczepić w nich gen niemieckiej marki, który oni z kolei mają za zadanie później przekazać znajomym. Myślę, że ten cel został w 100% osiągnięty, bo całe wydarzenie było na wysokim poziomie.

Ja jednak zacząłem o nim myśleć trochę inaczej. W pewnym momencie jeden z instruktorów powiedział, że doświadczymy tutaj namiastki tego, czym jest prawdzie BMW Driving Experience. Od tego momentu zacząłem patrzyć na całe wydarzenie bardziej od strony choćby delikatnego doszkolenia się.

Tunele ustawione z pachołków nie były już dla mnie miejscem oceny samego auta, ale poligonem doświadczalnym. Co będzie, jeśli ręce ułożę tak, co jeśli tutaj ujmę gazu, a tutaj dodam… Dlaczego marnować jedyną w swoim rodzaju okazję na knucie sposobów na przypalenie gumy bądź zakręcenie na rękawie?

Czego można się więc było nauczyć? Głównie poprawnego trzymania kierownicy. Nawet nie wiecie, jak jest to ważne. A jak wiecie, to pewnie nie do końca i nie na 100%. Gdybym miał ręce na dole kierownicy, trzymał je nonszalancko, nie udałoby mi się ominąć zmyślonej przeszkody, którą odgrywała ciasna szykana. Po prostu nie i tyle. Przełożenie rąk zajmuje w takiej sytuacji wieczność. Naprawdę. Zanim właściwie chwycisz kierownicę, uderzysz w coś. Gorzej może być tylko wtedy, kiedy w stresie zaczniesz nagle przekładać dłonie i w konsekwencji się zaplączesz. Do tej pory zwracałem uwagę na swoje ręce podczas jazdy bo oglądałem filmik ze śp. Marianem Bublewiczem, w którym ogromną uwagę zwracał właśnie na ten element. Teraz jednak mając w pamięci poplątanie się i poturbowanie kilku pachołków, trzymam ręce w jedynej słusznej pozycji – za piętnaście trzecia.

W całej imprezie brakowało mi jednak większej ilości rad od instruktorów. Nie tylko na temat szeroko opisanego ułożenia dłoni, ale ogólnie na temat naszej jazdy. Jeden z opiekunów raz powiedział mi co robię nie tak i następny przejazd był czysty, płynny, i w gruncie rzeczy bezbłędny.

Parę słów jeszcze na temat samych aut. Na pierwszy ogień poszła 530xd Gran Turismo. Tego się obawiałem. Z grona osób, które odwracały wzrok widząc te auto na ulicy, przeszedłem na stronę tych, którzy mieli okazję się nim przejechać i… w nim zakochać. Cóż to za auto! Przekomfortowe i jakże świetnie jeżdżące. Wydawać by się mogło, że zwykła 5 jest już mega, a tu proszę. Później przesiadka do 535d. Hmmm… Jedno słowo – szybko… 😉

Następna konkurencja obejmowała konfrontację z nowiutką jedynką. Na przód nadal nie mogę patrzeć, ale za to tył jest bardzo zgrabny. Wewnątrz? Skromniej niż w większych modelach i przez to lżej. Kierowca nie jest wszystkim przytłoczony. Dobrze się w niej siedzi. A jak jeździ? Nie mam większych zastrzeżeń, ale szczerze mówiąc wolę trójkę, do której za chwilę miałem się przesiąść. Nowa wersja małego sedana od BMW to połączenie świetnego wyglądu, wyśmienitych osiągów (szczególnie 328i) i kompaktowości. Slalomy nią to przyjemność, której jakoś specjalnie nie odczuwałem w jedynce. Nie zrozumcie mnie źle – nawet najmniejsze obecnie BMW daje możliwość mijania pachołków na milimetry, ale subiektywnie trójką robiło się to przyjemniej.

Cóż więcej moi drodzy? Na Ułęż przyjechałem wraz z moją niestrudzoną towarzyszką, żeby po prostu pojeździć nowymi bmkami. Nie spodziewałem się jednak, że tak spodoba mi się instytucja doszkalania jazdy, poprawiania swoich umiejętności. Szczerze polecam wam wzięcie udziału w takim czymś. Bez względu na to, czy jesteś drogi czytelniku kobietą w średnim wieku jeżdżącą firmowym autem, młodym gniewnym czy panem w jesieni wieku. Nigdy nie wiesz, kiedy cenne umiejętności zdobyte podczas takiej nauki mogą Ci się przydać.

Teraz marzy mi się wzięcie udziału w prawdziwym BMW Driving Experience, którego namiastkę miałem okazję tutaj skosztować. Kto wie… może kiedyś? 😉

Mateusz Pietruszka
mateusz@motofilm.pl


Za zaproszenie serdecznie dziękuję białostockiemu salonowi BMW Auto Breczko 🙂

Przy zdjęciach asystował Mariusz Dunda

  • Łukasz

    Hej, a jak to wyglądało z tymi grupami jak napisałeś? Były wymienne czy „szufladkowali” i tak pozostawało do końca imprezy? Ja wybieram się dzisiaj (tj. 23.06) na godz. 15:45 pod Tychy. Dowiem się na miejscu ale zżera mnie ciekawość

  • Na początku trzeba było się zarejestrować – dostawałeś identyfikator z kolorowym kółeczkiem, który oznaczał przynależność do konkretnej grupy. Nie ma różnicy, w której się znalazłeś – wszystkie i tak robiły w gruncie rzeczy to samo, tylko w innej kolejności. Później już do końca zostawałeś w tej samej grupie. Jak wrócisz to koniecznie opisz swoje wrażenia;)

  • Łukasz