Like a boss w wykonaniu nowego BMW 328i (Pierwsza jazda)

Zwlekałem z opisem wrażeń z jazdy najnowszym BMW serii 3. Dlaczego? Bo się bałem, że znowu coś pójdzie nie tak*. Plan był piękny i piekielnie dopracowany. Jedziemy do białostockiego salonu BMW Auto Breczko, macamy nową trójkę, ja umawiam się na zabranie auta na parę godzin, odwożę kumpla do domu, sam jadę na lekcję hiszpańskiego z szalenie ładną i sympatyczną Kolumbijką. Później to opisuję i jesteśmy pierwsi w Polsce z testem nowej trójki.

Tak… Plan był wspaniały. Nawet słońce uśmiechało się z nieba. Szkoda tylko, że towarzyszyła mu temperatura na poziomie -15 stopni. Tłumaczenie, że jest zima i musi być zimno już nie śmieszyło tak jak podczas pierwszych mrozów. Podjeżdżam pod dom kumpla, zabieram go i jazda.
Do salonu udaliśmy się naprawdę fajnym autem koloru zielonego, z dwoma białymi paskami. Traf chciał, że to diesel, a diesle niskiej temperatury jak wiadomo nie lubią. Po 3-4 kilometrach dowiedzieliśmy się tego wpychając samochód do warsztatu, gdzie nagrzewnica (lub inaczej mówiąc – trochę większa zakładowa zapalniczka do fajek) robiła z galarety olej napędowy. Pół godziny w plecy, ale jest git. Odpala, lecimy.

Rytuał czas zacząć

Pierwszej przygody koniec. Pominę fakt, że później na lekcje gnałem jak szalony. Dojechaliśmy, salon BMW przed nami, nowa trójka wewnątrz. Na szczęście nie było zbyt wielu klientów – komu chce się wstawać w sobotę rano?
Dobraliśmy się do skóry świeżutkiej ekspozycji w salonie. Pierwsze wrażenia? Na początku auto zobaczyłem z tyłu i o mały włos nie pomyliłem go ze stojącą nieopodal piątką. True story. Zadki tych dwóch są niemal identyczne i jeśli patrzycie z odpowiedniej perspektywy możecie je pomylić. Warto w tym momencie zapytać, czy taka unifikacja to zaleta czy już wada? Dopóki nie spotkamy niemal identycznych lamp w absolutnie każdym modelu, to raczej nie.

Przód. W piątce go uwielbiam. W M-pakiecie, M-ce, zwykłej bmce. Elegancki i zgrabny. Trójka to jednak inna stylistyka. Wygląda inaczej niż w jakimkolwiek obecnym BMW – ostrzej zarysowany, z lampami łączącymi się z charakterystycznymi nerkami. Na szczęście nie czerpano tutaj inspiracji z jedynki, która z tej perspektywy wygląda delikatnie mówiąc – dyskusyjnie. Obawiałem się trochę „nabrzmiałości” na masce, ponieważ na wielu zdjęciach wyglądała trochę karykaturalnie. W rzeczywistości jednak jest całkiem zgrabna.

Z boku to świetnie zaadoptowana linia sedana – długa maska z wyraźną krzywizną, przednia szyba nie za ostro pochylona, dach, który na szczęście nie zaczyna opadać tuż za zagłówkiem kierowcy i wreszcie na koniec płynne przejście do klapy bagażnika. Rzadko poświęcam cały akapit na takie poematy, ale sami spójrzcie i powiedzcie, że warto. Linia trójki to majstersztyk.

Członek rodziny już na pierwszy rzut oka

Wsiadamy. Tutaj unifikacja (albo kopiuj-wklej, jak zwał tak zwał) rzuca się w oczy już mocniej. Nie jest to przeklejony kokpit z serii 5, ale z serii 1. Pojęcia takie jak taniość, słaba jakość wykonania i inne określenia oznaczające miernotę, tutaj nie występują. Dotykanie plastików, drewnianych elementów czy siedzeń obitych skórą to przyjemność – coś, do czego BMW już nas przyzwyczaiło.

Obsługa całego systemu multimedialnego odbywa się za pomocą znanego wszystkim, jeśli nie z doświadczenia to z opowieści, iDrive. Jest wygodny, prosty w obsłudze i w miarę intuicyjny. Co ciekawe, możecie go połączyć z jednym z dwóch ekranów – na liście opcji jest 6,5” i aż 8,8”. Ten pierwszy ma standardowe możliwości, a drugi to po prostu prawdziwy komputer. Możecie wejść na stronę internetową, uaktualnić status na facebooku, sprawdzić pogodę, twittera, skorzystać z możliwości oglądania telewizji (po dokupieniu tunera) czy zaparkować patrząc na obraz przesyłany z kamer zamontowanych dookoła auta.

Wszystkie te funkcje udało się zmieścić w opakowaniu, które jest niezwykle estetyczne. Wnętrze nowej trójki to po prostu wymarzone miejsce do przebywania. Nie tylko dla siedzących w pierwszym rzędzie – również ci z tyłu będą mieli sporo miejsca na nogi i głowę.

Przygód ciąg dalszy

Tutaj kończy się pierwsza część testu. Zaczyna natomiast opowieści o dalszych przygodach. Dzięki przemiłej Pani Dorocie oraz kierownikowi salonu udało nam się umówić na przejażdżkę nową trójką. Rozumiejąc pierwszeństwo klientów przed nami, zadecydowaliśmy wspólnie o popołudniu we wtorek. Pech jednak chciał, że w poniedziałek dopadła mnie prawie 40-stopniowa gorączka. Plany poszły się czesać. Cóż – pierwsza jazda odwołana bezterminowo. Później jakoś brakowało czasu i chęci. Na szczęście pokonałem moje lenistwo i po raz kolejny umówiłem się na dwie godziny z autem.

Dotarliśmy na miejsce, szybka piłka z dokumentami i siedzimy w nowej trójce. Kolega jednak za chwilę przesiadł się do innego samochodu, który miał robić za kamerowóz. Zamontowaliśmy telefon na statywie od nawigacji, okręciliśmy smyczami, sprawdziliśmy trzymanie przyssawki i ruszyliśmy w drogę. Nakręciliśmy trochę video, po czym skończyła się pamięć. Zostawiliśmy kamerowóz (wraz z aparatem w bagażniku…) na parkingu i pojechaliśmy robić zdjęcia na drugi koniec miasta. O braku czegoś, czym moglibyśmy uwiecznić chwile spędzone z nową trójką przypomnieliśmy sobie dopiero na miejscu.

4 zamiast 6

Całe zamieszanie wokół auta. Jakiego? BMW 328i, które wcale nie ma silnika 2.8, a 2.0 wyposażone w cztery cylindry i turbosprężarkę pomagającą wykrzesać aż 245KM.

Pierwszym efektem jest wynik zaledwie 6,1s potrzebnych do osiągnięcia pierwszej setki. Drugim przeogromna frajda z jazdy. Turbosprężarka TwinScrool to naprawdę fajna sprawa. Należą się gratulacje inżynierom BMW, ponieważ właśnie takich spontanicznych reakcji, nawet w niższych partiach obrotów, oczekuje się od dobrego silnika.

Duża moc rzucona na tylne koła oraz możliwość znacznego poluzowania smyczy ESP to recepta na uśmiech na twarzy. Trzeba to jednak dozować z olejem w głowie. Wystarczy wilgotna nawierzchnia, a nawet w trybie Eco Pro (o którym za chwilę) przy ostrym starcie koła bardzo łatwo zrywają przyczepność. Niedoświadczeni mogą przestraszyć się takich uślizgów.

Sport z plusem

Takim użytkownikom nie polecam też wrzucania trybu Sport+, ponieważ tutaj naprawdę można popłynąć. Zdecydowane wciśnięcie gazu na zakręcie oznacza jedno – mniej lub bardziej kontrolowany poślizg. Jeśli umiecie, skontrujecie odpowiednio i będziecie śpiewać ‘like a boss’. Mi do tytułu bossa driftu daleko, więc miałem raczej strach w oczach, gdy na jednym z głównych skrzyżowań w mieście poczułem podejrzliwie uślizgujące się tylne koła.

Kontra – wykonacie ją za pomocą kierownicy, która idealnie leży w dłoniach. Wieniec jest przyjemnie gruby i czujemy na nim w pełni to, co dzieje się pod kołami. Precyzja prowadzenia to kolejny element, do jakiego przyzwyczaiło nas w swoich autach BMW. To również zasługa dobrze zestrojonego zawieszenia. Warto zamówić je z pakietem umożliwiającym zmianę charakterystyki jego pracy – wedle życzenia będziemy mogli zmienić nastawy z komfortowych na twardsze i odwrotnie.

Zużycie na poziomie Pro

Wspomniane Eco Pro to tryb pomagający nam ograniczyć zużycie paliwa. Jeśli go włączymy, auto stanie się ospałe i delikatniej będzie reagować na zmiany położenia pedału gazu. Do tego na ekranie obok nas pojawi się wykres słupkowy pokazujący, czy aby na pewno jedziemy ekonomicznie. Jakby tego było mało, między zegarami wyświetlać się będzie dystans, który udało nam się zyskać przez delikatną jazdę.

Nowe BMW serii 3 ma w sobie trochę przeciwieństw. Potrafi być całkiem oszczędne, zachowując jednocześnie świetne osiągi. Potrafi dać ogromną frajdę z jazdy, będąc jednocześnie tak perfekcyjnie dopracowanym w każdym calu, że aż nudnym.

Pewne jest jedno – nowa trójka nie przyniesie całej rodzinie BMW wstydu. To auto, które bez problemu sprosta oczekiwaniom klientów. Nawet tych wymagających.

Koniec z obiektywizmem

Czas na kilka subiektywnych słów. Tak oto kończy się moja przygoda z pierwszą jazdą najnowszym BMW – podjeżdżając spokojnie pod salon. Gdyby nie konieczność zdążenia w jedno miejsce, z chęcią uciąłbym sobie pogawędkę, ale czas gonił. Co miałbym do powiedzenia? Coś prostego – że to auto dopasowane do mnie. Jazda piątką była świetnym doświadczeniem. Mi jednak przeszkadzała trochę wielkość tego auta. Nie raz łapałem się na spoglądaniu w lusterka, sprawdzając, czy przypadkiem jakiś zdradziecki kosz na śmieci nie znajduje się w promieniu skrętu. W trójce tego nie było. To auto zwarte, krótsze, bez wielkiego ogona. Zapewnia jednocześnie wysoki komfort jazdy, a z oznaczeniem 328i gwarantuje dużą przyjemność z jazdy. Czy kupiłbym je dla siebie? Tak, ale tylko wtedy, gdy byłbym na 100% pewien, że nigdy nie będzie mnie stać na 1M. Zupełnie inna liga, ale to przecież subiektywne podsumowanie;)

Zachęcam jednocześnie do obejrzenia jakże emocjonującego video z opisywaną trójką w roli głównej – polecam 1:14, gdzie świetnie widać, jak auto przyciąga wzrok przechodniów.

Mateusz Pietruszka mateusz@motofilm.pl

Serdecznie dziękuję białostockiemu salonowi BMW Auto Breczko znajdującego się w Kolonia Porosły 1K 16-070 Białystok- Choroszcz za użyczenie samochodu w celu przeprowadzenia testu.

Dane techniczne:
Napęd
Rodzaj silnika: benzynowy, R4
Pojemność: 1997 cm3
Typ napędu: tylny
Moc maksymalna: 245 KM (5000-6000 obr/min)
Maks. moment obr.: 350 Nm (1250-4800 obr/min)
Skrzynia biegów: 8-biegowa, automatyczna
Nadwozie
Długość / Szerokość / Wysokość: 4624 / 1811 / 1429 mm
Pojemność bagażnika w litrach: 480 / b.d.
Masa własna: 1505 kg
Ładowność: 550 kg
Rozstaw osi: 2810 mm
Dane eksploatacyjne producenta
Przyspieszenie od 0 do 100 km/h: 6,1 s
Prędkość maksymalna: 250 km/h
Zużycie paliwa – trasa: 5.2 l/100km
Zużycie paliwa – miasto: 8.2 l/100km
Zużycie paliwa – cykl mieszany: 6.3 l/100km
Pojemność zbiornika paliwa: 60 litrów
Emisja CO2 [g/km]: 147
Cena: od 152 900 zł

(*) Albo możecie mnie po prostu nazwać leniem.