Nowa Honda Civic 2012Mija właśnie 40 lat od kiedy pierwsze Civici zaczęły jeździć po świecie. W tym czasie dość znacznie zaludniły drogi – sprzedano 20 milinów ich sztuk. Liczba robi wrażenie. Co jednak wydaje się być większym fenomenem, zainteresowanie nim z modelu na model wcale nie słabnie. Przed premierą we Frankfurcie w 2011 roku, właśnie nowy Civic znalazł się w czołówce najczęściej wpisywanych aut w wyszukiwarkach.

Zaprojektowany głównie z myślą o europejskich kierowcach powraca na drogi w nowej odsłonie. Już na starcie w niektórych aspektach bije paru konkurentów na głowę. Mam za sobą spotkanie z tym autem polegające na czymś więcej niż tylko wejściu i wyjściu, więc co nieco mogę o nim powiedzieć.Na początku muszę jednak podzielić się z wami moimi własnymi przemyśleniami. Obecne Hondy niekoniecznie kojarzą się z ludźmi młodymi. Bardzo by pewnie chciały, ale to przeważnie osoby w podeszłym lub po prostu słuszniejszym wieku w nich zasiadają. Nie powtarzam tutaj bezmyślnie Top Geara, który swojego czasu mówił dokładnie to samo. Opieram się na własnej obserwacji – tego, co zauważam idąc lub jadąc przez miasto.

Na dobrą sprawę więc Civic powinien być bardzo konserwatywny. Puszczam w niepamięć ostatnią edycję, ponieważ niezwykle popularne ufo w ogóle nie wpasowuje się w moje kanony myślenia. Podobny do statków ze Star Treka Civic wręcz krzyczał i pragnął, aby to młode ręce pieściły jego wnętrze.

A jednak nie. Próżne i daremne starania. To głównie starsi zasiadali za kierownicą. Sprawa nie do pomyślenia, że raczej ustatkowana już osoba spojrzy z uznaniem na samochód wyglądający tak kosmicznie. Co więcej – kupi go. Charakterystyczne przednie reflektory ósmej edycji Civica (6 lat po premierze), mimo opatrzenia, nadal wyglądają nowocześnie, kosmicznie. To wciąż bardzo świeży samochód.

I nie – nie chodzi mi wcale o to, że doświadczeni życiem ludzie powinni kupować szare, zwykłe auta. Po prostu dziwię się temu zjawisku. Wydawać by się mogło, że człowiek w pewnym wieku robi się trochę bardziej konserwatywny… Cóż, miałem pisać o najnowszym Civicu.

Wygląd to nie wszystko, ale zaczniemy od niego. Najnowszy model Hondy tym razem nie poraża. Chcąc być jak najbardziej obiektywnym, powiem, że nowa Honda Civic ma dyskusyjną prezencję. W porównaniu do poprzednika zdecydowanie zgrzeczniał. Nie widać tutaj śladu po odważnych reflektorach, czy fajnie umiejscowionych wydechach (nawet jeśli były tylko atrapami). Wszystko jest jakby odrobinę podkulone, spokojniejsze. Nie wiem czego tutaj brakuje. Jestem typem ludzi, którzy w myśl słów Steva Jobsa w niektórych sprawach wiedzą czego chcą dopiero, kiedy to zobaczą. I to nie jest niestety „to”.

Podoba mi się natomiast coś całkiem banalnego – umiejscowienie świateł do jazdy dziennej. Zamiast na siłę pchać je w reflektory albo zamiast lamp przeciwmgielnych, zamontowano je bardzo elegancko nad tymi ostatnimi. Już nie zaskakują, ale nadal są ciekawym rozwiązaniem – klamki wpasowane w ramkę tylnych drzwi. Wydawać by się mogło, że wygoda takiego czegoś jest dyskusyjna, ale widocznie w Japonii (a raczej w Europie, bo tutaj był projektowany Civic) wiedzą lepiej i może faktycznie da się z tym żyć za pan brat.

Przechodzimy do wnętrza. W porównaniu do tego, co widać na zewnątrz, tutaj można czuć się naprawdę dobrze. Bez krzty złośliwości. Jest sporo miejsca na nogi, ramiona i wszystkie inne odstające partie ciała. Patrzenie na wskaźniki i pozostałe instrumenty to czysta przyjemność. Ich mocną stroną jest duża wyrazistość. Można im jednak zarzucić dość słaby czas reakcji na warunki zmiany oświetlenia. Wjazd do tunelu, światełka przygasają, co by nie raziły, słońce, oj… chyba ciemność widzę. Bardzo możliwe, że da się to gdzieś wyregulować, ale ja akurat na takie coś czasu nie miałem.

Wracamy do zalet. Wnętrze jest ładne i dopracowane. Rozłożenie przycisków, jak zwykle w Hondzie, bardzo logiczne. Obsługa klimatyzacji oraz nawiewów to prosta sprawa. Każdy guzik ma swoją funkcję, której obrazkowy opis w klarowny sposób komunikuje nam to, co się stanie po naciśnięciu – czy wysadzimy elektrownię jądrową czy po prostu odmrozimy tylną szybę. Takie rzeczy uwielbiam. Bez niepotrzebnego kombinowania jak koń pod górkę i utrudniania życia podróżującym pod pozorem paradoksalnie jego ułatwiania. Na uwagę zasługuje też spasowanie plastików. Świetne. To kolejna udana rzecz w nowym Civicu. Same materiały mogłyby jednak być odrobinę miększe.

Dobra, czas nim trochę pośmigać po warszawskich ulicach. Siedząc na konferencji z przymrużeniem oka słuchałem wszystkich wspaniałych i dumnie brzmiących zapewnień dotyczących tego, jak to nowy Civic wspaniale się prowadzi oraz jaka cisza panuje wewnątrz. Umiejscowienie zbiornika paliwa pod nogami, sprężyny na tej samej osi zamontowane odwrotnie bla bla bla… Przeżyłem naprawdę duży szok, kiedy sam doświadczyłem tego wszystkiego. Auto nie tylko prowadzi się świetnie, ale też bardzo dobrze radzi sobie z nierównościami, które tłumi niezwykle cicho. Nie ma przy tym uczucia nieprzyjemnego bujania. Wiesz, że najechałeś właśnie na tory tramwajowe, ale jednocześnie uśmiechasz się, bo praktycznie tego nie poczułeś.

Trzymając gruby wieniec kierownicy w rękach, bez nerwów pokonujesz różne ślimaki. Zawsze dobrze wiesz, gdzie znajdują się przednie koła. Układ kierowniczy jest bezpośredni i bardzo czuły.

W testowanym przeze mnie egzemplarzu pod maską siedział najmocniejszy obecnie 142-konny silnik o pojemności 1.8. Niestety nie dostarczał on zbyt wielu emocji. Aby wykorzystać pełną moc konieczne było wkręcanie go na wysokie obroty, a i wtedy nie porażał dynamiką. 9,7s do setki (wersja Executive, S-8,7s) na pewno nie jest wartością, którą warto podawać w specyfikacji jako pierwszą.

Przy okazji jazdy fajnie jest wspomnieć o systemie CMBS. Tłumacząc to na polski, otrzymujemy nazwę systemu przeciwdziałającego kolizjom. Na trzy sekundy przed ewentualnym uderzeniem w tył jadącego przed nami samochodu, system da dźwiękiem znać, że coś jest nie halo. Do tego zamruga ostrzegawczo czerwonym obrazkiem. Jeśli to zignorujemy, dwie sekundy przed zdarzeniem przyciśnie nas pasami do siedzenia. Gdybyśmy mimo wszystko po takiej terapii nie zareagowali, na sekundę przed nieprzyjemnym zdarzeniem zahamuje z pełną siłą. Przydatna sprawa. Niestety dość droga – kosztuje 7000 zł.

Właśnie. Ceny. Nowego Civica w wersji pięciodrzwiowej można wyrwać od 64 900zł, a czterodrzwiowego sedana od 69 900. Oprócz wyglądu zewnętrznego różnią się też odrobinę wnętrzem. Ten drugi wydaje się być bardziej toporny i grubiej ciosany.

Po auto możecie już udać się do salonu i je kupić. Czy warto? Moim zdaniem zdecydowanie tak. Jeśli większość czasu spędzicie za kółkiem, a nie oglądając go przez okno, nowy Civic jest świetnym wyborem.

Trudno natomiast przewidzieć, czy powtórzy sukces poprzednika. Jeśli klienci docenią jego oczywiste zalety, ma na to spore szanse.

Poniżej zamieszczam jeszcze filmik z prezentacji – z pokaźnym fragmentem samej gali. Jeśli wytrwacie pierwszych kilka minut, zobaczycie między innymi ciekawie składane tylne siedzenia o nazwie Magic Seats. Pomysł mega. Specjalnie go nie opisywałem, co bym was podświadomie zmusił do obejrzenia moich wypocin… ; )

PS. Nad Type-R prace trwają.

To mi się spodobało:
+ świetne prowadzenie
+ dobre wykonanie wnętrza
+ Magic Seats
+ Premium Audio zdecydowanie zasługuje na uwagę
+ największy bagażnik w klasie

Coś mi jednak nie przypadło do gustu:
– zewnętrzna stylistyka
– silnik niezbyt skory do energicznego przyspieszania
– wciąż słaba widoczność do tyłu