Czerń kosmosu… Nowy Mercedes-Benz B200 CDI w teście

Nigdy nie rozumiałem kierowców Mercedesów. Po co u diabła kupować tak drogi samochód, skoro konkurenci żądają za auto tego samego segmentu o wiele mniej. Do tego cała ta gadanina o klasie premium – to tak jakby zakupy w delikatesach były faktycznie czymś lepszym od odwiedzin marketu. Naprawdę trudno mi było to pojąć zza kierownicy auta na F, które co tydzień parkuję pod supermarketem. Być może dlatego też kiedy Sebastian spytał się mnie co bym powiedział na jazdy testowe nową klasą B z początku miałem mieszane uczucia. Z resztą do dzisiaj je mam. Zapraszam na test.

Żeby mieć punkt odniesienia na początku powinienem wam opowiedzieć o poprzedniej generacji klasy B. Ale z drugiej strony, czy jest tu naprawdę o czym opowiadać? Pod kątem stylistyki porywała serca klientów niczym pierwsza Zafira. Minivanowata karoseria, czworo szerokich drzwi, duży bagażnik, przestronne wnętrze. A nadwozie? Jakieś takie… detali i „smaczków” na zewnątrz raczej nie miała. Idealnie dała się mi zaszufladkować jako synonim miejskiej taksówki.

Co innego jeśli mowa o naszym egzemplarzu klasy B, który wygląda jak efekt rodzinnego kompromisu. Już tłumaczę: markę i model wybrała żona, jako że będzie nim jeździć na co dzień do pracy. Natomiast o wygląd nadwozia i dodatki zadbał jej mąż, wielki fan AMG, w końcu i on raz na jakiś czas ma siąść za kółkiem.

Kolor? Jedyny słuszny – czarny (lub jak to widnieje w folderze Mercedesa: czerń kosmosu). Felgi: 18 cali. Do tego chromowana końcówka wydechu, przyciemnione tylne szyby. Tak skonfigurowana klasa B na żywo wygląda nieźle. Owszem, nadal jest to auto typowo rodzinne, ale teraz wyraźnie widać, że jest i niższe (o 5 cm) i dłuższe (o 9 cm) od swojego poprzednika. Dodatkowo dzięki przetłoczeniom biegnącym wzdłuż całej karoserii w końcu nabrało męskiego wyglądu.

Zajrzyjmy do środka, gdyż tu żona z powrotem przejęła pałeczkę meblując wnętrze. Pierwsze, co od razu rzuca się w oczy to jasna skórzana tapicerka oraz drewniane listwy w kokpicie. Dobór faktur oraz koloru tworzyw, jakimi go wykończono, zasługuje tylko na jedno określenie – perfekcja. Do tego spasowano go z niemal maniakalną dbałością. Chromowane obwódki wokół retro-stylizowanych kratek nawiewu przywodzą na myśl kultowe modele tej marki.

Pamiętacie jak się dziwiłem czemu ludzie kupują Mercedesy? No to teraz już wiem. Bez owijania w bawełnę – wnętrze jest po postu luksusowe. I nie jest to luksus opisywany w folderze Skody Superb. Ta kabina w pełni pasuje do gwiazdy na masce. Albo wręcz do pięciu gwiazdek. Jest nie tylko świetnie wykonana, ale i bardzo przestronna i ma naprawdę duży bagażnik.

Powiedzmy kilka słów o infotainmencie. Na górze deski rozdzielczej króluje spory (niestety nieruchomy) wyświetlacz LCD obsługujący główne systemy na pokładzie – m.in. audio, nawigację, telefon, kamerę cofania. Klucz do jego obsługi, czyli wielofunkcyjne pokrętło, ulokowano na tunelu środkowym niedaleko lewarka skrzyni biegów. Jeśli, w przeciwieństwie do mnie, zamiast błądzenia po omacku i szukania „na żywioł” poświęcicie chwilę, aby nauczyć się jego obsługi, z pewnością szybko docenicie prostotę tego rozwiązania.

Podobała mi się także gruba wielofunkcyjna kierownica, z której można było zarządzać m.in. komputerem oraz systemami bezpieczeństwa (wart tu wspomnienia jest tzw. Collision Prevention Assist, który ostrzegać ma o potencjalnej kolizji z autem przed nami). W bardziej podbramkowych sytuacjach poza zapaleniem lampki ostrzegawczej między wskaźnikami dodatkowo wydaje z siebie sygnał dźwiękowy. Całe szczęście, że w warunkach miejskich daje się go łatwo dezaktywować.

A co mi się nie podobało? Wysoka, minivanowata pozycja za kierownicą oraz typowe dla Mercedesa: sposób wkładania biegu wstecznego, pojedyncza dźwigienka przy kierownicy (kierunkowskazy i wycieraczki w jednym), elektryczny hamulec ręczny, który nie zwalniał się automatycznie przy próbie ruszenia i … słabo domykające się drzwi boczne. Wiem, czepiam się.

Spytacie jak się tym jeździ – w końcu B200 CDI to topowy diesel w gamie tego modelu. Chyba najodpowiedniejszym określeniem będzie słowo: przyjemnie. Zaskoczeni? Do dyspozycji mamy tu raptem 136 KM, co przy masie własnej 1475 kg nie zapewnia oszołamiających osiągów. Nie twierdzę, że jest to powolne auto, o nie. Na rozpędzenie od 0 do 100 km/h potrzeba mu tylko 9.5 sekundy. Co więcej dzięki maksymalnemu momentowi obrotowemu wynoszącemu 300 Nm w przedziale 1600 – 3000 obr./min. nową B- klasą można całkiem sprawnie wyprzedzać również i w trasie. Podobać się może również niskie spalanie – dzięki systemowi start-stop w mieście da się je realnie utrzymać na poziomie 6.5 l/100km.

Bardziej chodzi mi o ogólne wrażenie jakie ten model wywołuje w kierowcy: samochodu totalnie posłusznego każdemu naszemu żądaniu. Lekko chodząca kierownica, sprzęgło oraz lewarek manualnej 6-biegowej skrzyni sprawiają, że chyba fizycznie niemożliwe jest zrobienie nim „żabki”. Podejrzewam, że nawet wasza babcia (o ile jeszcze ma prawko) bez trudu odnalazła by się za jego kółkiem. I to jest duży komplement.

W zakrętach, mimo wyższego niż w zwykłym kompakcie nadwozia, Mercedes nie ma tendencji do znacznych przechyłów. Układ kierowniczy jest przy tym precyzyjny, dając dobre wyczucie sytuacji na drodze. Być może dla niektórych odrobinę za lekki w użyciu, pasuje jednak do małej średnicy zawracania oraz komfortowego resorowania w podwoziu. Nawet połączenie warszawskich ulic i 18-calowych alufelg nie wpływa negatywnie na wygodę podróżowania.

Czas na podsumowanie.
To był pierwszy w moim życiu test Mercedesa. Przyznam od razu, że nowa klasa B udowodniła mi że zbyt stereotypowo podchodziłem do tej marki. Nie oznacza to jednak, że się w niej zakochałem i zaciągnąłem drugi kredyt pod hipotekę tylko po to, żeby mieć takie auto w garażu. O nie. Nowa B-klasa to dobre auto: ładniejsza od poprzednika, przestronna, świetnie wykonana. Do tego relaksująca w prowadzeniu. Jednak jak dla mnie chyba jeszcze za stateczna i zbytnio rodzinna. Za to nowa klasa A… to już zupełnie inna historia.

A co do ceny B200 CDI powiem w ten sposób: jeśli stać was na wydanie 112 tysięcy na bazowy lub blisko 160 tysięcy złotych na taki egzemplarz jak nasz, to zrozumiem ten wybór. Porównywanie nowej B tylko pod kątem ceny z innymi autami mija się chyba z celem. W końcu jest to Mercedes.

Rabat – 29.284 PLN – Mercedes klasy B – autosalon24

Wojtek Zuchora
mail: wojtek@motofilm.pl

Dane techniczne:
Napęd
Rodzaj silnika: diesel, R4
Pojemność: 1796 cm3
Typ napędu: przedni
Moc maksymalna: 136 KM (3600-4400 obr/min)
Maks. moment obr.: 300 Nm (1600-3000 obr/min)
Skrzynia biegów: 6-biegowa, manualna
Nadwozie
Długość / Szerokość / Wysokość: 4359 / 1786 / 1557 mm
Pojemność bagażnika w litrach: 486 / 1545
Masa własna: 1475 kg
Ładowność: 555 kg
Rozstaw osi: 2699 mm
Dane eksploatacyjne producenta
Przyspieszenie od 0 do 100 km/h: 9,5 s
Prędkość maksymalna: 210 km/h
Zużycie paliwa – trasa: 3.8 l/100km
Zużycie paliwa – miasto: 5.4 l/100km
Zużycie paliwa – cykl mieszany: 4.4 l/100km
Pojemność zbiornika paliwa: 50 litrów
Emisja CO2 [g/km]: 115
Cena: od 112 000 zł

  • fajne auto, i jak dla mnie zaburzenie stereotypu, że rodzinne auto musi wyglądać kiepsko. wersja, którą testowaliście naprawdę super wygląda, a wnętrze to już poezja.

  • Maciek

    Mi też się bardzo podoba. Cena trochę wysoka ale takie auto rodzinne to żaden wstyd:D Wygląda naprawdę fantastycznie. Jeździłbym:)