Audi A1 Sportback, czyli pierwsza jazda pełniejszym, pięciodrzwiowym mieszczuchem z Ingolstadt

Audi A1 Sportback
Błyski stroboskopów, ogromna ilość dymu, zasłona się unosi, a na scenę wjeżdża nowość od Audi. Podczas gdy inni producenci obok wersji trzydrzwiowych prezentują jednocześnie te pięciodrzwiowe, firma z Inglostadt postanowiła rozdzielić to na dokładnie dwie części. Pierwsza nazywa się po prostu A1, a druga ma w nazwie dodatkowe Sportback. Tak się miło złożyło, że pierwszą jazdę tym ostatnim mam za sobą.

Nie przypominam sobie żadnego innego miejskiego hatchbacka, który by przez operację dodawania drzwi ucierpiał na prezencji. Tutaj nie jest inaczej. A1 absolutnie nic nie straciło ze swojego całkiem agresywnego i atrakcyjnego wyglądu. Poszedłbym nawet o krok dalej – moim zdaniem małe Audi zyskało na tym, że dorzucono mu parę drzwi.

W związku z takim zabiegiem konieczne było naniesienie kilku poprawek na niektóre wymiary. O ile do pierwszego słupka wszystko jest po staremu, o tyle w dalszej części już niekoniecznie. Dach ma teraz mniej gwałtownie opadającą linię, a do tego kończy się o prawie 9 cm dalej niż w wersji trzydrzwiowej. Sportback jest również szerszy i wyższy od niej – po 6mm w każdym z tych wymiarów. Przez konieczność zmieszczenia dodatkowej pary drzwi, te przednie zostały skrócone o 23cm.

Jedynie ogólna długość i rozstaw osi pozostały bez zmian – wciąż wynoszą odpowiednio 3,95m oraz 2,47m. Wsiadamy do środka. O ile w przypadku wyglądu zewnętrznego dopatrzymy się niektórych zmian z łatwością, o tyle wewnątrz jest to praktycznie niemożliwe – mówię tu oczywiście o przedziale z przodu. Kierownica, zegary, cała konsola, system nawigacji oraz Audi MMI – to wszystko jest identyczne jak w A1 i niezmiennie wykonane z wysokiej jakości materiałów.

Siedzący z tyłu dostali własne klamki oraz trochę więcej miejsca nad głową – nie polecałbym jednak zajmowania tych miejsc osobom powyżej 170cm wzrostu, chyba, że są masochistami i sprawia im przyjemność uderzanie głową w sufit. Mnie nie, dlatego po szybkiej konfrontacji z rzeczywistością wróciłem do okupowania przedniego fotela. Podczas zakupu warto pamiętać, że A1 oferowane jest w standardzie jako auto czteromiejscowe, a dopiero na nasze życzenie pomieści jeszcze jedną osobę. Taki zabieg obywa się bez jakiejkolwiek dopłaty.
Wersje wyposażeniowe są dokładnie takie same jak w wersji trzydrzwiowej – Ambition i Attraction. Ta pierwsza jest bogatsza, ta druga trochę mniej. Jakieś fajne zabawki na pokładzie? Tak, np. wspomniany już system MMI z funkcją street view i możliwością włączenia sieci wi-fi, z której mogą korzystać pasażerowie. Podobnie jak w przypadku wersji trzydrzwiowej, również Sportback ma spore możliwości indywidualizacji. Od pakietów S-line, competition kits czy lifestyle kits aż po Audi Exclusive, czyli program pozwalający na praktycznie nieograniczone możliwości zaprojektowania kolorystycznego naszego A1. Szwy wybieramy w kolorze żółtym, kawałek fotela w niebieskim, a boczki dajemy różowe. A co! Raz się żyje, niech sąsiedzi zobaczą, że nie mamy gustu.

Silniki – tak, tutaj też jest tak samo jak w niesportbacku. Na liście widnieje siedem pozycji – trzy diesle i cztery benzyny. Wkrótce do tego zestawienia dołączy jeszcze jeden napędzany olejem napędowym o mocy 140KM. Lubiących szybką jazdę zainteresuje zapewne 185-konne TFSI o pojemności 1.4 sprzężone z siedmiostopniową skrzynią S-tronic. Pamiętając o niewielkiej wadze (niewiele ponad 1000kg) można myśleć o całkiem niezłej zabawie. Jeśli dodamy do tego sztywniejsze i niższe zawieszenie oraz pakiet S-line to już w ogóle mamy kosmos na ziemi. Myślący racjonalniej powinni wybrać co innego – najmocniejszy obecnie diesel ze 105KM mocy. Właśnie z nim na pokładzie jeździłem i to właśnie na niego poświęcę kilka zdań.

Jest oszczędny. To pierwsze, co można o nim powiedzieć. Na początku jazdy nie działał z racji niskiej temperatury system Start/Stop i wtedy zużycie w cyklu mieszanym (z przewagą miejskiego) wynosiło 5,5l. Gdy zaczął działać, spadło do mniej więcej 4,5l/100km. Wyniki bardzo dobre, biorąc pod uwagę to, że auto wcale nie jest ospałe. Na gaz reaguje żywo i nie ma problemów z wyprzedzaniem czy innymi podobnymi manewrami. W kabinie słychać co prawda trochę klekotu, ale cóż – taka natura diesli w małych samochodach. Naprawdę trudno mu poza tym coś więcej zarzucić. To złoty środek jeśli chodzi o dynamikę i ekonomikę. Praktycznie ideał do miasta.

A1 prowadzi się bardzo dobrze. Reakcje na ruchy kierownicą są szybkie i jakkolwiek brzmi to trochę jak marketingowy slogan, jest tu 100% prawdy, samej prawdy i tylko prawdy. Zawieszenie sprawnie radzi sobie z nierównościami. Milion innych słów na ten temat chciałbym zastąpić jednym zdaniem – jeździ się tym samochodem po prostu komfortowo.

Jest jeszcze jedna kwestia, o której chciałbym powiedzieć parę słów. To ogólna budowa A-jedynki. Nie chodzi o rzeczy widoczne gołym okiem, ale o coś skrytego pod maską i pod karoserią. Wiecie, że specjalna (tak zaawansowana, że teraz nie powtórzę na czym polega) technologia budowy profili całej klatki, na której opiera się auto pozwoliła na znaczne jej odchudzenie? Gdy się używa odpowiedniego słownictwa to brzmi mega mądrze. A znacie technologię cylinder on demand? Jeśli nie to powiem o niej parę słów. Podczas ustatkowanego i spokojnego tempa jazdy, dwa z czterech cylindrów są odłączane. W jaki sposób? Wałek rozrządu jest przesuwany, dzięki czemu możliwe jest zwolnienie dwóch tłoków z pracy. Wszystko dzieje się w ułamkach sekund i niezauważalnie dla kierowcy. Istnieje tylko jedno słowo określające to wszystko – mega zajebiste.

Takie też jest właśnie Audi A1. Komfort na wysokim poziomie, z praktycznością problemów zbyt dużych nie ma, a dodatkowa para drzwi to bardzo przydatny myk, o czym wiedzą chyba wszyscy. Zapewne wiele osób zacznie kręcić nosem nad cenami, które zaczynają się od 69 500 zł. Nie jest to może zbyt wielka okazja i promocja rodem z Lidla, ale A1 ma sporą zaletę. Masz małe, zwinne auto mające prestiż, z którego kiedyś trzeba było rezygnować.

Tekst i zdjęcia: mateusz@motofilm.pl

Oto jak pracuje opisywane Cylinder on Demand:

  • Maciek

    Mega zajebiste powiadasz?:P

    Mało opisana jest ta technologia “cylinder od demand”, jak to wpływa na dynamikę jazdy i kiedy włączają się te pozostałe 2 cylindry?

    Dla mnie ważny jest jeszcze charakter samochodu. Z punktu widzenia niemieckiego A1 Sportback jest idealnym autem miejskim ale jakie wrażenia wywołuje przy bliższym spotkaniu. Na zdjęciach jest ładny ale czy w realu przykuwa oko i czy odróżnia się choć trochę od reszty bezdusznych Audic?:)

  • Mart

    Wierz mi ze A1 mocno przykuwa oko. Na osiedlu mam najwyższa wersje modelu 3drzwiowego i robi bardzo dobre wrażenie ;). Ogolnie jest to chyba najladniejsze audi na rynku, jedynie ta cena zaczynająca się od 70tys.

  • takie nijakie jakieś, dla kobiet wyłącznie

  • Maciek – nie ma to najmniejszego wpływu na dynamikę, ponieważ przesunięcie wałka do właściwej pozycji to kwestia jego jednego obrotu (setne sekundy). Tak jak napisałem w tekście – jeśli utrzymujemy stałą prędkość (np. na autostradzie), to pracują tylko 2 cylindry. W innych przypadkach wszystkie cztery. Jeśli uda mi się skombinować filmiki, które były pokazywane na konferencji, to pokaże ocb 😉

  • ps. znalazłem i dodałem filmik pokazujący jak działa cała technologia cylinder on demand. Kurde, jaką banię trzeba mieć, żeby wymyślić coś tak genialnego, a zarazem prostego… Podziwiam.

    ps2. płaczecie nad ceną. Moim zdaniem nie warto. Fakt – ludzie nie porzucą nagle wyboru Fabii i nie udadzą się do salonu Audi, ale to naprawdę dobrze wykonane auto mające pewien prestiż jaki dają mu cztery kółka na grillu. Za takie rzeczy trzeba jednak zapłacić.

  • Wojtek Zuchora

    Ciekawe czy ten myk z cylidnrami faktycznie pozwala na duże oszczędności? W końcu to tylko 1.4-litra… Rozumiem Amerykanów, że zastosowali podobne rozwiązanie parę lat temu w swoim V8 Hemi, ale żeby jechać Audi na 2 cylindrach? Brzmi to równie “groźnie”, co Focus z silnikiem 1.0 😉