"Hybryda" nigdy nie była ekscytującym pojazdem. Kojarzymy ją zazwyczaj z nudną i brzydką Toyotą Prius, lub równie paskudną, ale nieco bardziej przystępną Hondą Insight. Mimo to, znajduje się wielu śmiałków, którzy chętnie inwestują w takie cuda. Spoglądając na ceny paliw sam powoli zaczynam ich rozumieć. Nigdy nie przestawiałbym jednak oszczędności nad radością z prowadzenia samochodu.

I gdy wydawało się, że ekologiczne, MIEJSKIE samochody już zawsze będą szkaradne, na rynku pojawił się zupełnie nowy gracz. Jest całkiem ładny (w białym perłowym kolorze szczególnie), charakteryzuje się agresywną stylistyką i wreszcie - żaden kolega cię nie wyśmieje, jeśli oznajmisz, że go kupiłeś (no... prawie żaden). Oto hybrydowy Lexus CT200h.

Kosmicznie i funkcjonalnie, ale...

Po zajęciu miejsca w skórzanych, bardzo wygodnych i wyśmienicie trzymających w zakrętach fotelach, naszym oczom ukazuje się futurystyczna deska rozdzielcza, w połowie obszyta skórką, która zachwyci nawet najbardziej wymagającego klienta. Oprócz podstawowych przycisków do sterowania radiem, nawigacją oraz klimatyzacją, znajdziemy także podręczną myszkę, którą obsługujemy wielofunkcyjny komputer, oraz potężną gałkę do wyboru trybu jazdy [ECO, NORMAL, SPORT].

Materiały wykończeniowe charakteryzują się wysoką jakością, jednak kilka akcentów w postaci twardych plastików (np. na drzwiach), z pewnością można było zastąpić bardziej miękkimi tworzywami. Zastanawia mnie również, jak w Lexusie można było zapomnieć o możliwości elektrycznego sterowania fotelem pasażera, czy chociaż jego wysokością? I gdzie jest podłokietnik na tylnej kanapie, która nadaje się zresztą tylko do przewożenia dzieci? Prawda, że można z tym żyć, ale brak tych funkcji w aucie, którego wersja wyposażeniowa nazywa się PRESTIGE i kosztuje prawie 170 000 złotych jest niedopuszczalne. Tym bardziej, że kupnem CT200h będzie zainteresowana tylko zamożniejsza część społeczeństwa.

Rekompensatą jest za to idealnie wyprofilowana kierownica i system audio firmy Mark Levinson, który perfekcyjnie odwzorowuje dźwięki przeróżnych utworów muzycznych.

Lexus CT200h Prestige test

Ready!

Uruchomieniu silnika nie towarzyszy dźwięk jednostki napędowej. O tym, że motor pracuje, dowiemy się tylko z deski rozdzielczej, na której wyświetlona zostaje kontrolka "READY". Ta z kolei, dla trybu ECO i NORMAL świeci na niebiesko, podczas gdy dla trybu SPORT na czerwono, z tymże tu pojawia się jeszcze obrotomierz zamiast wskaźnika ekonomicznej jazdy. Nie można nie zauważyć również automatycznie wyłaniającego się z centralnej konsoli monitora komputera wielofunkcyjnego.

I gdy oswoicie się z wnętrzem najmniejszego z Lexusów, pora skorzystać ze skrzyni biegów. Nie jest to zwykła przekładnia. Ta w CT200h, po przełożeniu na D lub R wraca na swoją pierwotną pozycję. Takie rozwiązanie widziałbym nawet w bardziej prestiżowych modelach Lexusa, choć strasznie irytujący jest dźwięk podczas jazdy na wstecznym biegu, którego nie można ani wyłączyć, ani ściszyć.

Dobry, ale tylko do miasta

Lexus CT200h oferuje łącznie 136 KM (99 KM z 1,8-litrowego silnika spalinowego i 60 kW z jednostki elektrycznej) i maksymalny moment obrotowy równy 207 Nm dostępny praktycznie od zera. Auto z taką konfiguracją potrafi być co prawda dynamiczne, ale tylko w miejskich warunkach. Na trasie zapomnijcie o bezstresowym wyprzedzaniu, do którego zniechęca nie tylko brak mocy, ale również dźwięk silnika. Mamy tu do czynienia z przekładnią CVT (bezstopniowa), dlatego przy maksymalnie wciśniętym gazie, można odnieść wrażenie prowadzenia kosiarki do trawy na najwyższych obrotach...

Co najciekawsze, twarde i stabilne zawieszenie (na dziury aż za twarde), genialny układ kierowniczy i w/w fotele aż proszą się o mocniejszą jednostkę napędową, i to o taką naprawdę mocną, rzędu 250-300 KM. Możecie wierzyć lub nie, ale właściwości jezdnych tej "hybrydce" może pozazdrościć niejedno sportowe auto.

Lexus CT200h Prestige test

Warto także wspomnieć o systemie a'la KERS zastosowanym w CT200h. Podczas hamowania słyszymy charakterystyczny dźwięk procesu odzyskiwania energii. Ładujemy w ten sposób umieszczone z tyłu akumulatory. I jeśli myślicie, że klocki hamulcowe szybko z tego powodu się zużywają, wyprowadzę was z błędu. Wymienia je się dopiero po przejechaniu 100 000 kilometrów.

Ekonomicznie?

Dobry humor po męczącym wypadzie za miasto na pewno przywróci wam wizyta na stacji benzynowej. CT200h potrafi spalić zaledwie 4,5 - 4,6-litra podczas spokojnej jazdy i maksymalnie 6-7-litrów w mieście. Nie gorzej jest z poziomem emitowania CO2 do atmosfery. Producent podaje, że wynosi on zaledwie 89 g na każdy przejechany kilometr.

Lexus CT200h Prestige test

Podsumowując

Lexus CT200h to naprawdę ciekawa, jak nie najciekawsza obecnie alternatywa dla zainteresowanych kupnem samochodu hybrydowego. Auto rzeczywiście oferuje sporą oszczędność, komfort i ciekawy design, a przy tym za niewiele ponad 100 tysięcy złotych (109 900 za podstawowo wyposażoną wersję) możemy stać się właścicielem zupełnie nowego Lexusa. I to jest chyba największa zaleta CT200h.

Dane techniczne:
Napęd
Rodzaj silnika: hybryda (benzynowy 1.8, elektryczny 650V)
Pojemność: 1798 cm3
Typ napędu: przedni
Moc maksymalna: benzynowy 98 KM przy 5200 obr./min, elektyrczny 60 kW (łącznie 136 KM)
Maks. moment obr.: benzynowy 142 Nm przy 4000 obr./min, elektryczny 207 Nm
Skrzynia biegów: CVT (bezstopniowa)
Nadwozie
Długość / Szerokość / Wysokość:  4320 / 1765 / 1440 mm
Pojemność bagażnika w litrach: 345
Masa własna: 1410-1465 kg
Ładowność: 420 kg
Rozstaw osi: 2600 mm
Dane eksploatacyjne producenta
Przyspieszenie od 0 do 100 km/h: 10.3 s
Prędkość maksymalna: 180 km/h
Zużycie paliwa – trasa: 4.5 l/100km
Zużycie paliwa – miasto: 6.8 l/100km
Zużycie paliwa – cykl mieszany: 6.4 l/100km
Pojemność zbiornika paliwa: 45 litrów
Emisja CO2 [g/km]: 89