Mieszkańcy vs. tory wyścigowe – 1:0 [FELIETON]

tory glo

Na świecie jest naprawdę niewiele rzeczy, które potrafią mnie zdenerwować. Pierwszą jest to, że kiedy idę gdzieś ze znajomymi coś zjeść, mimo zamawiania jako pierwszy, swoją porcję dostaję zawsze (ale to absolutnie zawsze) ostatni. Druga to kierowcy, którzy myślą, że są mądrzejsi od innych i uważają resztę za zupełnych głupków dających się przysłowiowo orżnąć w każdej sytuacji.

Trzecią rzeczą jest zamykanie (oraz jego próby) w Polsce torów wyścigowych. Jeszcze jakieś się pałętają, więc leżącego trzeba dobić. Bo jak to tak inaczej.Myślę, że spora część z was wie, że sytuacja z torami wyścigowymi w Polsce nie wygląda za ciekawie. Mamy ich jak na lekarstwo, a i to zdecydowana większość nie jest w dobrym stanie. Jednak są ludzie, którzy nawet i takie chcą zlikwidować. Bo hałas.

Zacznijmy od toru w Lublinie. Powstał już spory kawałek czasu temu i miał się całkiem nieźle. Dookoła niego zaczęły powstawać bloki, które jak się zapewne domyślacie – zostały zamieszkane. O dziwo okazało się, że przy torze jest… trochę głośno. No bez jaj, naprawdę? Kto by mógł na to wpaść? Na szczęście nie doczekaliśmy się jeszcze wyścigów samochodów elektrycznych na tym torze, więc jakby to powiedzieć… ciszy jak makiem zasiał tam nie uświadczycie. Z całym szacunkiem dla waszego wyboru wymarzonego mieszkania – trzeba było zwyczajnie kupić je gdzie indziej. Tor był pierwszy, bloki powstały później. To nic. Ten pierwszy i tak jest winny, i to on musi ponieść konsekwencje, delikatnie mówiąc, braku wyobraźni mieszkańców.

Kolejna sprawa to tor testowy FSO. Może nie w idealnym stanie, ale za to z historią. Pierwszym samochodem testowanym na nim była Warszawa M20, później Syreny, duże Fiaty czy Polonezy. To nic. W końcu władze wiedzą lepiej. Zniszczyć, zrównać z ziemią, postawić bloki.

Jedziemy dalej i na swojej drodze natrafiamy na Tor Tychy. Historia jest podobna do tej z Lublina. Jakiś czas temu, w szczerym polu, obok fabryki powstał tor testowy. Już od samego początku nie był używany tylko przez Fiata, ale też przez zwykłych kierowców pragnących podszkolić swoje umiejętności czy po prostu dać upust nagromadzonym emocjom. W pobliżu zaczęły się pojawiać jednak mieszkalne posesje. Jak się zapewne łatwo domyślacie – mieszkańcom zaczął przeszkadzać hałas. Urzędnicy zarządzili badania hałasu, których wyniki były delikatnie ponad dopuszczalną normę. Automobilklub Ziemi Tyskiej spełnił wszystkie zalecenia i był otwarty na propozycje okolicznych mieszkańców. Fiat jednak widząc cały ten burdel, nie chcąc użerać się z władzami oraz mieszkańcami (nie dziwię mu się), zakazał organizowania imprez sportowych.

Na końcu wspomnę jeszcze o Torze Poznań, którego sytuacja jest jeszcze bardziej cóż… idiotyczna. Nie wiem, czy się orientujecie, ale obiekt powstał spory kawałek czasu temu na terenie byłego lotniska w Przeźmierowie używając przy okazji jeden z jego pasów startowych. Obok wybudowano port lotniczy, który z resztą funkcjonuje do dzisiaj. Postulaty mieszkańców za wyprowadzeniem się Toru Poznań dotyczą… dużego hałasu pochodzącego z niego. Przypomnę jeszcze – posesje mieszkalne powstały już po jego wybudowaniu. Jedyne, co mi pozostaje, to śmiać się mieszkańcom prosto w twarz za ich cóż – głupotę. Lokujecie się w okolicach nie dość, że toru to jeszcze lotniska i naprawdę nie przewidujecie hałasu? Brawo. Pogratulować. Najgorsze jest to, że władze jednak posłuchały ich głosu i kazano ograniczyć ilość imprez na torze. Zupełny, kompletny, totalny idiotyzm.

I tak wygląda Polska proszę państwa. Dlaczego nie możemy wziąć przykładu z choćby Słowaków czy Czechów, którzy mają pełnoprawne tory, z których mogą też korzystać zwykli mieszkańcy? Dlaczego parkingi otwieramy na parę dni przed wyborami, a tuż po nich zamykamy je? Dlaczego chcemy otworzyć drogę, która jest jeszcze nie skończona i po roku ją remontować? Dlaczego utrudniamy egzamin teoretyczny na prawo jazdy, zamiast skupić się na zmianach w szkoleniu praktycznym? Chcemy i likwidujemy tory wyścigowe, które są świetnym miejscem do wyszalenia się za kierownicą. Są głośne, ale czego, drodzy mieszkańcy, się spodziewaliście osiedlając się w ich okolicy?

Dzięki Blogo za cynk o sytuacji. Ja też źle im życzę.