Amerykański ninja – test Infiniti G37x GT Premium

Infiniti G37x GT Premium testMówią, że przeciwieństwa się przyciągają. Jeśli tak faktycznie jest, to przedstawiam Wam największy magnes jaki widziałem w życiu: Infiniti G37. Spytacie co takiego przyciąga? Luksus i sport. Niesamowite jest w nim to, że przez pięć dni w tygodniu jest super wygodną limuzyną, która pozwala zapomnieć o stanie naszych dróg. A w weekend? Gdy tylko wyprostujecie prawą nogę zamienia się w wyścigówkę godną Sebastiana Vettela. Precyzyjny układ kierowniczy, skórzano-aluminiowe łopatki do zmiany biegów, napęd na cztery koła… ach no i te 320 KM pod maską! Zapraszam na test.

SLV – Sport Luxury Vehicle
To nie jest zwyczajny sedan klasy premium. Po pierwsze listę wyposażenia dodatkowego ograniczono do jednej pozycji – wyboru koloru nadwozia. Po drugie nie znam innego auta, które wystawione do słońca potrafi samodzielnie naprawić drobne zarysowania lakieru. Po trzecie i najważniejsze: na masce nie ma emblematu z czterema kołami, biało-niebieskiej szachownicy, ani tym bardziej „celownika”.

Ok., pewnie się narażam, ale powiedzcie z ręką na sercu: kto jeszcze rozróżnia Audi A4 od A6 (nie ważne nowe czy stare), albo BMW 5 od 7? Właściciel zamawiając swój samochód bez oznaczenia ryzykuje pomylenie jego egzemplarza z mniejszym / starszym / tańszym (!) modelem. W Infiniti nie wchodzi to w grę – w polskiej ofercie są jedynie dwa sedany (G i M) i zapewniam Was, że nie można ich ze sobą pomylić.

Sylwetka prezentowanego dziś G37 urzekła mnie płynnością, z jaką łączy w sobie elegancję ze sportem. Szyku nadaje jej przede wszystkim głęboki czarny lakier, który tu i ówdzie uzupełniono chromowanymi dodatkami. 18-calowe felgi wyglądają lekko i klasycznie, podobnie jak reszta karoserii, której oszczędzono lansowanych ponownie ostrych kantów i przełamań. Nadwozie jest gładkie i spójne, czyli takie jak powinno być.

Najfajniejsza cecha? Zdecydowanie widok zza kierownicy, kiedy charakterystycznie wyprofilowana maska silnika z dwoma garbami po bokach daje nam namiastkę tego, co widzą zza kółka posiadacze Porsche 911. A co bym w nim zmienił? Srebrną listwę na pokrywie bagażnika – prawdopodobnie chodziło o podkreślenie delikatnego spojlera, ale jak dla mnie tylko niepotrzebnie przyciąga to wzrok do zamontowanej tam kamery cofania.

Wysokie wymagania
Trochę stereotypów: Amerykanie są wygodniccy i lubią duże, komfortowe wnętrza. Japończycy słyną natomiast z precyzji i z zamiłowania do nowoczesnych technologii. Gdyby połączyć te dwa światy okazałoby się, że otrzymamy… kabinę Infiniti G37. Nie wierzycie?

Otwieram drzwi. Fotel kierowcy z dyskretnym szmerem odsuwa się do tyłu, a kierownica (wraz z zegarami) delikatnie podnosi się do góry. Po co? Żeby wygodniej było mi wsiąść. Oczywiście przed rozpoczęciem jazdy wszystko automatycznie wraca do pierwotnego ustawienia. Chciałem napisać w następnym zdaniu „po włożeniu kluczyka”, ale to byłoby nie na miejscu, ponieważ kluczyka jako takiego nie ma. Bardziej pasuje tu określenie „obły pilot”. A i ze znalezieniem ”stacyjki” możecie mieć pewien problem. Najlepiej więc mieć go w kieszeni i zapomnieć o czymś tak prozaicznym jak ryglowanie zamków czy otwieranie klapy bagażnika. Czujniki i elektronika zrobią wszystko za Was. 100% wygody.

A co z przestronnością? Zarówno z przodu jak i z tyłu nie będziemy narzekać na brak miejsca. Docenimy też samą wielkość foteli, które bez trudu pomieszczą Waszego wujka z Ameryki. Spodoba się Wam również jasna, przyjemna w dotyku skórzana tapicerka oraz ultra grube i miękkie dywaniki pod stopami. Bagażnik oferuje przyzwoite 450 litrów, które większości z nas z powodzeniem wystarczy nawet w czasie wakacyjnych podróży.

Kokpit to mieszanina polerowanego drewna, skóry oraz bardzo dobrej jakości plastików. Całość zmontowano z niemal maniakalną dokładnością, co dobrze wróży długiemu użytkowaniu. Centralne miejsce zajmuje duży kolorowy wyświetlacz obsługujący wszelkie multimedia, w które wyposażono nasze auto oraz spora ilość (na szczęście czytelnie opisanych) przełączników. Po chwili nasze oko dostrzeże również wspaniały analogowy zegarek, eleganckie gałki do regulacji ogrzewania foteli oraz duże środkowe pokrętło. Słabszej jakości plastik znajdziemy tylko i wyłącznie na środkowym tunelu, gdzieś za podłokietnikiem – mój wzrok za często tam nie sięgał, więc nie traktuje tego jako wielkiej wady.

Sprytna bestia!
Panowie, lubimy gadżety, prawda? Tu mamy ich pod dostatkiem. Automatyczna klimatyzacja, znakomita kamera cofania, wbudowany twardy dysk do multimediów, wyśmienity system nagłośnienia marki Bose… A, jest jeszcze interaktywna nawigacja z przewodnikiem Michelina, dzięki której dowiecie się m.in. czy na naszej trasie znajduje się coś wartego zobaczenia.

Największy szacunek należy się jednak wbudowanemu radarowi odległości, który po zaprogramowaniu i ustaleniu odpowiedniej prędkości utrzymuje określony dystans od jadącego przed nami auta. Jak to działa w praktyce? Bardzo dobrze!

Moja wrodzona nieufność podobnie jak miało to miejsce przy wykrywającym pieszych Volvo S60 nakazywała wzmożoną czujność (uda się, czy się nie uda?). Pierwsza próba drogowa rozwiała jednak wszelkie wątpliwości – gdy tylko radar wykryje przeszkodę auto samoczynnie zwalnia, a w ostateczności nawet samo się zatrzymuje. Na początku czujecie się trochę dziwnie, ale takie rozwiązanie idealne nadaje się na autostrady, gdzie w długiej podróży pozwala nieco odciążyć kierowcę G37.

Downsizing? Diesel?
O nie! To tak, jakby powiedzieć zawodnikowi sumo, że od dziś ma jeść tylko sałatkę z rukoli. W takiej limuzynie pod maską musi być co najmniej sześć cylindrów. Tak więc jest i tu: znane ze sportowego Nissana 370Z 3.7-litrowe benzynowe serce generuje moc 320 koni. Czyli dokładnie tyle, ile potrzeba do zawstydzenia 95% rywali napotkanych po drodze.

Siedmiobiegowy automat swoją szybkością działania dba o to, żeby nie przyszła nam do głowy ręczna zmiana przełożeń. Obce jest mu szarpanie i praktycznie zawsze jedziemy na idealnym dla danej chwili biegu. Jeśli jednak jesteśmy uparci (albo chcemy się trochę pobawić) w każdym momencie możemy użyć łopatek przy kierownicy, dzięki którym poczujemy się niemal jak Vettel w swoim bolidzie.

Jeszcze dwa słowa o samym dźwięku silnika. Niepoganiany gazem jest aksamitny i praktycznie ledwo słyszalny. Wówczas ciszę w kabinie możecie wypełnić muzyką ze świetnego audio. Tylko po co? Wciśnijcie mocno gaz, a Wasze życie nie będzie już takie same. Przyjaciółka nieprzygotowana na takie doznania akustyczne krzyczała wniebogłosy na przemian śmiejąc się, gdy grawitacja wciskała nas głęboko w fotele. Gang tych cylindrów jest wręcz uzależniający! Kropka.

Czy zbiera Pan punkty?
Ostrzegam, tym autem z łatwością można stracić prawo jazdy. Wystarczy zasłuchać się w pracy silnika, zapomnieć o bożym świecie i mandat gotowy. Punkty karne mogą przybywać równie szybko, co te na stacji benzynowej, ale o tym za chwilę.

Osiągi? 0-100 km/h w 6 sekund i nie ważne czy jezdnia jest sucha, czy akurat pada. Napęd na cztery koła zadba o to, żeby Infiniti przyspieszało dosłownie jak po sznurku. Zero szarpania, nerwowości. Po prostu krajobraz za oknem zaczyna się szybko zlewać w jedną wielką plamę.

Elastyczność? Na najwyższym poziomie – automat potrafi szybko zrzucić kilka biegów w dół, usłyszycie ten cudowny dźwięk silnika, a Wasze G37 wystrzeli do przodu niczym z katapulty. Motor bez sprzeciwów wkręca się równo do 7000 obr/min.

Prowadzenie? W zakręcie w ogóle nie czujecie tego, że siedzicie za sterami ważącej 1800 kg limuzyny. Kierownica jest mała i świetnie leży w dłoniach. Stawia wyczuwalny, przyjemny opór i co najważniejsze szybko informuje o sytuacji przednich kół. Przechyłów nadwozia praktycznie nie zanotowałem, co trochę dziwi biorąc pod uwagę komfortowe tłumienie warszawskich dziur. Spodziewałem się mimo wszystko typowo amerykańskiego pływania, a tu mamy podwozie żywcem wyjęte z europejskiej konkurencji.

Hamowanie? Najlepiej silnikiem – pewnie domyślacie się dlaczego… w innych przypadkach możecie liczyć na skuteczną pracę tarcz, dzięki czemu wyhamujecie przed kolejnym fotoradarem. Co ważne po rozgrzaniu układu droga potrzebna do całkowitego zatrzymania nie ulegnie znacznemu wydłużeniu.

Paliwo? Będzie Wam potrzebne… Ale o jego ilości jak zawsze zadecydują warunki oraz nasz sposób jazdy. Miejskie sprinty wyśrubują wynik do 18-19 litrów na każde 100 km. Utrzymywanie stałej prędkości w trasie zaowocuje średnim rezultatem ok. 9 litrów. Biorąc pod uwagę moc i masę auta, to całkiem niedużo, prawda? Średnio w teście G37 zużył nam 11.2 l/100km. Do baku wlejecie maksymalnie 80 litrów benzyny, co oznacza, że w ciągu roku zdobędziecie mnóstwo punktów w programie lojalnościowym na naszej stacji.

Podsumowanie
Niektórzy twierdzą, że życie trwa zbyt krótko, żeby jeździć nudnymi samochodami. W takim razie jako kierowca Infiniti G37 chciałbym żyć wiecznie. Serio. Nie spodziewałem się, że to auto tak bardzo może się spodobać. Nie przeraża mnie jego spalanie, ani cena (nasz egzemplarz kosztuje ok. 228 tys. zł). Mając do wydania taką kwotę pewnie bym go kupił, bo wyposażenie jest kompletne, a osiągi… znakomite. Ten samochód to takie dwa w jednym – luksusowa limuzyna i sportowy wózek do zabawy. Całkiem fajna oszczędność miejsca na parkingu, prawda?

Wojtek Zuchora
e-mail: wojtek@motofilm.pl

Dane techniczne:
Napęd
Rodzaj silnika: benzynowy
Pojemność: 3696 cm3
Typ napędu: 4×4
Moc maksymalna: 320 KM (przy 7000 obr/min)
Maks. moment obr.: 360 Nm (5200 obr/min)
Skrzynia biegów: 7-biegowa, automatyczna-sekwencyjna
Nadwozie
Długość / Szerokość / Wysokość: 4775 / 1770 / 1470 mm
Pojemność bagażnika w litrach: 450
Masa własna: 1801 kg
Ładowność: 482 kg
Rozstaw osi: 2850 mm
Dane eksploatacyjne producenta
Przyspieszenie od 0 do 100 km/h: 6.0 s
Prędkość maksymalna: 240 km/h
Zużycie paliwa – trasa: 8.2 l/100km
Zużycie paliwa – miasto: 15.7 l/100km
Zużycie paliwa – cykl mieszany: 11.0 l/100km
Pojemność zbiornika paliwa: 80 litrów
Emisja CO2 [g/km]: 255