Inspektor Gadżet. Range Rover Evoque [PIERWSZA JAZDA]

Range Rover Evoque testWczoraj podsłuchałem dwie dziewczyny stojące przede mną w kolejce do kasy. „Czy rozmiar ma dla ciebie znaczenie? Na co bardziej stawiasz – wielkość czy dobra technika?”. Niestety zabijający wzrok ekspedientki skutecznie uciął ich rozmowę, więc nie poznałem odpowiedzi na to pytanie. A trochę szkoda. Ale za to mogę Wam zdradzić jak to jest z tym rozmiarem, jeśli chodzi o najmniejszego Range Rovera – Evoque. Wielkość schodzi w nim na drugi plan, gdyż technika, którą mamy tu na pokładzie przyćmiewa wszystko, czym prawdopodobnie dane Wam było do tej pory jeździć. Serio.

Baby Range
Ale nie, słowo ”baby” może nie jest tu do końca na miejscu. W Evoque nie znajdziemy zbyt wielu cech dziecięcych. Ok., fakt, jest najmniejszy w gamie tego brytyjskiego producenta, ale to jeszcze nie oznacza, że należy traktować go z przymrużeniem oka – coś jak A-klasę w stajni Mercedesa. Nie, to prawdziwy Range z krwi i kości.

Na żywo Evoque wygląda jak concept car. Równie dobrze można by go postawić w witrynie jakiegoś salonu z kartką: takie będą terenówki za 10 lat. Karoseria w kształcie klina ma chyba jeden z najmniejszych współczynników przeszklenia. Boczne szyby są długie i wąskie, a 20-calowe alufelgi idealnie wypełniają potężne nadkola. Wysoki przód wygląda groźnie, bojowo, więc od razu wiadomo, że mamy do czynienia z twardzielem, a nie jakąś bulwarówką.

Spore wrażenie zrobiły na mnie przednie lampy, ale chyba jeszcze większe maniakalna dbałość stylistów o detale. Spójrzcie na powtarzający się kształt reflektorów (przód i tył), dodatkowych wlotów powietrza na błotnikach, czy też wewnątrz kabiny na ozdobną listwę z przyciskami do sterowania fotelami. Tu nie ma nic przypadkowego. A żeby jeszcze bardziej „dopieścić” przyszłego klienta Range Rover daje mu do wyboru 12 lakierów nadwozia, 3 kolory dachu, 8 wzorów felg w rozmiarze XXL…

Batmobil
Pamiętacie pewnie jak wzywano Batmana – po zmroku na niebie pojawiał się snop światła z charakterystycznym kształtem nietoperza. Evoque nie buja w obłokach, więc specjalna dioda z lusterka wyświetla hologram z jego logo na podłożu, czyli dokładnie tam, gdzie chcecie postawić nogę przy wysiadaniu z auta. Oświetlanie chodnika to żadna nowość, ale łuna z logo modelu? Tego jeszcze nie było.

Evoque produkowany jest w dwóch odmianach – trzy i pięciodrzwiowej. Pierwszą nazwano Coupe i tradycyjnie już dla tego typu aut o łatwym zajmowaniu miejsc na tylnej kanapie można praktycznie zapomnieć. Jeśli planujecie wozić tam kogoś proponuję praktyczniejszą, wyższą o 3 cm, odmianę z dodatkową parą drzwi. Jak na auta o długości jedynie 436 cm zaskakująco duże okazują się bagażniki – 550 l (3d) / 575 l (5d). Brytyjczycy twierdzą, że podobno bez trudu wejdą tam na szerokość kije golfowe. My prędzej mówilibyśmy o dziecięcych wózkach czy europaletach.

Otwieram przednie drzwi, a moim oczom ukazują się dwa czerwone fotele kubełkowe. Zdezorientowany sprawdzam, czy klamka w mojej ręce należy do Evoque’a czy pakuję się komuś obcemu do  samochodu. Nie, no dobrze trafiłem. Siadam… i już wiem, że nie będę chciał stąd wyjść. I nie chodzi mi o sporą ilość miejsca, czy ogromne okno dachowe nad głową, o nie.

Gdzie tylko sięgnę wzrokiem wszędzie widzę skórę, aluminium i najwyższej jakości plastiki. Trudno powstrzymać się od głaskania znakomitych materiałów wykończeniowych. Ponownie wrażenie robi troska o szczegóły – nie mam lewarka skrzyni biegów, a jedynie błyszczące chromowane pokrętło, którym wybieram tryb jazdy. Każdy przełącznik subtelnie klika i sprawia wrażenie, że bez problemu przetrwa kolejne 30 lat.

Wielki wyświetlacz w desce obsługuje automatyczną klimatyzację, nawigację, multimedia i kamery parkowania. Tak – kamery, bo mamy ich tu aż pięć! Manewrowanie nigdy nie było łatwiejsze. A gdyby tego było mało ekran z systemem Dual View umożliwia korzystanie kierowcy z tych wszystkich udogodnień w tym samym czasie, gdy pasażer obok ogląda na nim ulubiony film z DVD… Z czystego miłosierdzia nie napiszę Wam już o jakości dźwięku, jaki płynie z 17 głośników systemu Meridian Surround Sound.

Teren / trasa
Zaczynamy od toru offroadowego. Evoque jako pierwszy w historii swojej marki możliwy jest do zamówienia z napędem jedynie na jedną oś. Auta z systemem 4×4 bazują na elektronicznie sterowanym Haldexie. Dodatkowo posiadają znany z innych modeli system Terrain Response, który pomaga dostosować pracę napędu oraz hamulców do aktualnych warunków pogodowych – do wyboru mamy kilka programów (szosa, śnieg, żwir, trawa, błoto oraz piasek).

Co ciekawe – mimo zastosowania ogromnych felg i typowo szosowych opon samochód ani razu nie zamielił mi kołami w piasku. Evoque bardzo posłusznie reagował na ruchy kierownicą, a ultraczuły pedał gazu pozwalał idealnie dozować moc do moich potrzeb. O tym, że Range Rover poważnie traktuje temat zdolności terenowych niech świadczy półmetrowa głębokość brodzenia w wodzie oraz całkiem przyzwoite kąty: natarcie – 25, rampowy – 22 i zejścia – 33 stopni. Prześwit wynosi 21,5 cm.

Do jazdy szosowej wybrałem najpierw czarnego Evoque’a Coupe, który pod maską skrywał benzynowe turbo o mocy 240 KM. Brzmi obiecująco? Tak też było. Pierwsza setka na liczniku w 7.6 sek, do tego szybkodziałające manetki skrzyni przy kierownicy, które szczególnie po przełączeniu w trybie Adaptive Dynamics dawały niezłą zabawę na drodze. Usztywniony układ kierowniczy oraz niezauważalne przechyły nadwozia w zakrętach pozwalały zapomnieć o uterenowionych charakterze całego auta. Przy wyższych prędkościach jedyną wadą okazywał się szum powietrza dobiegający z okolic lusterek, co w sumie nie dziwi biorąc pod uwagę ich dużą powierzchnię.

Drugi test to pięciodrzwiowa odmiana z najmocniejszym, bo 190-konnym dieslem. I tu zaskoczenie, ponieważ subiektywnie okazała się tylko nieznacznie wolniejsza od topowej benzyny. Ale ta jej elastyczność… wysokoprężny silnik oferuje nam 420 Nm już od 1750 obr./min. dzięki czemu auto żwawo ”ciągnie” nawet z dolnych zakresów obrotowych. Podobnie jak w benzynie po przełączeniu w tryb sportowy auto elektronicznie ”napina się” i dzielnie znosi szybko pokonywane ciasne zakręty.
Co ważne znakomite wyciszenie kabiny skutecznie niweluje odgłosy spod maski i niemalże możemy zapomnieć, że prowadzimy diesla.

Podsumowanie
Powrócę do początku i ponownie zadam pytanie o znaczenie rozmiaru. Ceny Range Rovera Evoque zaczynają się od 42.500 EUR. Prezentowanym modelom było jednak bliżej do przedziału 250-300 tysięcy złotych. Pewnie wielu z Was stwierdzi teraz, że ”za taką kasę to można mieć Audi Q7 albo nowego ML-a” albo jakiegoś innego wielkogabarytowego SUV-a. Sęk w tym, że nie są to bezpośredni konkurenci dla Evoque’a… gdyż takowych jak na razie nie ma. Brytyjczycy znaleźli nową niszę.

Pytanie: czy warto go kupić? Jeśli tylko Was na to stać to zdecydowanie tak. Świetny design, znakomicie wykończone wnętrze, masa gadżetów, a do tego pewne prowadzenie i całkiem dobre właściwości w terenie.

Wojtek Zuchora
e-mail: Wojtek@motofilm.pl

  • Prawdę mówiąc – PIĘKNY.

  • Tiazo

    Który kolor wam najbardziej przypadł do gustu?

    Ja osobiście do białego byłem przekonany, ale po tych zdjęciach czarny bardzo groźny 🙂

  • no ja to bym brał czarnego chyba, albo czerwonego 🙂

  • Krzysiek

    Czarny 😛 a co do ogólnego wyglądu no to hmm mieszane mam uczucia, z jednej strony wyglądaj fajnie, agresywnie jak taki mały napakowany 4×4… a z drugiej strony trochę wkurzają te małe boczne okienka 😛 i hmm przypomina trochę mini na sterydach 😀

  • Robert999

    mi się tam podoba, ale tylko czarny 🙂

  • czy ja dobrze teraz przeczytałem?!?! 17 głośników? więcej niż w moim lexusie IS-F?! TY CHOLERO!

  • matt

    Strasznie wysoko boczna linia pociągnięta, siedzący z tył mają pewnie szybę na wysokości nosa:D tak zabudowany. Chyba że dach sprawia takie wrażenie. A na 110 zdjęciu po tych fotelach, to bym nie uwierzył że to SUV 😀