Trzy dni z marką Skoda – nasza relacja [FOT]

glowneLato to wspaniały okres do testowania samochodów. Nie trzeba się za bardzo martwić o pogodę, do tego dni są długie, a jezdnie suche. Łatwo jest sprawdzić osiągi i zachowanie auta na drodze. Dużo prościej jest też dojechać z myjni na zdjęcia, a sesja w plenerze oznacza frajdę, a nie przeziębienie. Jeśli zatem pojawia się okazja zgromadzenia w jednym miejscu ponad 20 aut i odbycia nimi jazd to chyba nie muszę Wam długo tłumaczyć, że po prostu nie można z niej nie skorzystać.

Na początku sierpnia czeski producent zaprosił dziennikarzy do podwarszawskiej miejscowości Łochów, aby przez trzy dni zaprezentować wybrane 25 modeli ze swojej oferty. Auta podzielono na pięć grup tematycznych: Eco, Family, Biznes, Offroad i Sport. Gwiazdą i chyba najchętniej fotografowanym samochodem, był koncepcyjny egzemplarz Fabii RS 2000, który zajął zasłużone centralne miejsce przed pałacykiem, w którym odbywała się prezentacja.

Biznes
Ruszamy z grubej rury. Dosłownie. Na pierwszą testówkę wybrałem  auto wielkości lotniskowca, czyli Superba Combi z najmocniejszym z dostępnych silników: V6 o pojemności 3.6-litra, z napędem 4×4 i automatyczną skrzynią DSG.

Uwaga, nie dajcie się jednak nabrać na jego stonowane i eleganckie nadwozie. Ta Skoda potrafi bardzo wiele! Wystarczy, że wyjedziecie nią na pustą szosę i wyprostujecie prawą nogę. Superb wystrzeli wtedy do przodu niczym startujące F16, a Wasze ciała wbiją się w skórzane fotele. I to wszystko przy akompaniamencie sześciu cylindrów…

Ta wersja idealnie odnajdzie się też na autostradzie pozostawiając za plecami kolejne kilometry. Masa i rozmiary robią swoje – auto przy wyższych prędkościach prowadzi się bardzo pewnie, a w środku jest naprawdę cicho. Zjeżdżając na lokalne kręte drogi docenicie na pewno dopracowany układ kierowniczy oraz napęd 4×4. Tryb „sport” w automacie spowoduje szybką redukcję biegów i bardzo spontaniczną reakcję na każdorazowe muśniecie gazu. Można prawie zapomnieć o jego znacznych gabarytach.

A skoro o wymiarach mowa zajrzyjmy do środka. Podejrzewam, że dla osób cierpiących na agorafobię nie będzie to przyjemny widok. Miejsca jest tu po prostu mnóstwo. Jeśli Wasze dzieci lubią się gubić w sklepie to uważajcie na tylną kanapę – jest szansa, że możecie ich już tam nie odnaleźć. A bagażnik? Chyba tylko hurtownik jest w stanie zapełnić go w 100%. Wykończenie prawie jak w Passacie (tak, prawie robi pewną różnicę), a wyposażenie kompletne. Ten egzemplarz przekona chyba wszystkich sceptycznie nastawionych do tej marki.

Sport
Postawiłem na Fabię. A dokładniej dwie. Na pierwszy ogień poszła czerwono-czarna odmiana Monte Carlo ze 85-konnym silnikiem 1.2 TSI. No dobrze, ognia może i nie było, ale nie chodziło mi w tym przypadku o jej osiągi (są one w zupełności wystarczające do sprawnej jazdy po mieście). Wybrałem ją ze względu na wygląd – po prostu mi się spodobała. Ostry kontrast czerwonego nadwozia z czarnym wykończeniem wielu elementów stanowił miłą odmianę w morzu jednakowych egzemplarzy tego modelu, które znamy z naszych ulic i placów manewrowych.

Po ustawieniu jej do zdjęć okazało się, że zamiast fotografowania czeka mnie udzielanie odpowiedzi przechodniom co to za wersja, ile kosztuje i jaki ma silnik pod maską… Dosyć tego, trzeba było się stamtąd ruszyć. Wracając do pałacyku obejrzałem jeszcze jej wnętrze. Czerwona tapicerka na głęboko wyprofilowanych fotelach, tego samego koloru przeszycia na skórzanej kierownicy – koniec z nudną Skodą, którą znam sprzed lat.

Potem przyszła pora na RS-a. Z zewnątrz ta „laska n(i)eb(i)eska” w głębokim metaliku z fantastycznymi alufelgami wyglądała super. Zwabił mnie jednak do niej duet 180 KM i siedmiobiegowego DSG. Ciekaw byłem jak się tym jeździ i czy okaże się równie dobra (a raczej szalona), co Clio Gordini, którego wspomnienie do dziś wywołuje uśmiech na mojej twarzy.

Więc? Na pewno jest szybko, ale jednocześnie bezpiecznie. RS prowadzi się pewnie i praktycznie nie zaskakuje kierowcy swoim zachowaniem. Przeróżne trzyliterowe systemy trzymają w ryzach przednie koła przy sprincie, a pod prawą stopą praktycznie zawsze mamy mnóstwo mocy. Automat żongluje biegami niemal niezauważalnie dbając o to, żebyśmy mieli wbite optymalne w danej chwili przełożenie.

Mimo tych wszystkich zalet zabrakło mi w niej odrobinę dzikości, za którą tak kocham hot hatch’e. Jest to po prostu bardzo szybka odmiana Skody, którą na co dzień polubicie za automat oraz praktyczne i przestronne wnętrze. W moim przypadku o miłości jednak chyba nie będzie tu mowy.

Co innego jeśli chodzi o prototypową zieloną Fabię vRS 2000, która stała na honorowym miejscu przed pałacykiem. Ekstremalnie obniżone, poszerzone i pozbawione dachu nadwozie przykuwało uwagę dosłownie wszystkich. Wielkie dolne spojlery, białe felgi, dodatkowe wloty powietrza, a w środku zielone pasy i wyczynowe fotele – wszystko to dbało o sportowy klimat tego auta. Pierwsza myśl „Na pewno jest szybkie!”.

Otóż nie. Prędkość maksymalna wynosiła zaledwie 30 km/h, do tego trzeba było uważać przy skręcie na obcierające nadkola opony. Ponieważ jest to jedyny taki egzemplarz na świecie organizatorzy obchodzili się z nim jak z jajkiem. W nocy auto spało w specjalnym namiocie niczym Michael Jackson, natomiast w dzień non stop kręciło się przy nim dwóch Czechów z obsługi.

Offroad
Kierowcy aut terenowych mają w sobie coś z dzieci – dajcie im tylko okazję, a błoto znajdzie się nawet na dachu. Odbierając kluczyki do 140-konnej Octavii Scout postanowiłem sprawdzić, czy poradzi sobie poza zwykłymi drogami i pojechałem nią na przygotowany tor offroadowy.

Dzięki plastikowym obudowom nadwozie miało charakterystyczny uterenowiony wygląd. Moje obawy budził jednak niewiele większy niż w normalnej Octavii prześwit samochodu. Na trasie przejazdu zaliczyłem dosyć głęboki piach (z którego auto wyjechało zaskakująco sprawnie), później kawałek polnej łąki (również bez problemów) oraz stromy zjazd. Tu niestety dał się we znaki długi tylni zwis i auto (na szczęście przy małej prędkości) zaszorowało bagażnikiem o ziemię. Ups…

Potem przyszła pora na Yeti. Do dyspozycji miałem ten sam zestaw co w Scoucie, czyli 2-litrowego diesla o mocy 140 KM, z napędem 4×4 oraz automatyczną skrzynią DSG. Wsiadając do niej od razu zauważyłem wyższą pozycję za kierownicą oraz bardzo przyjemną kolorystykę plastików kokpitu. Dookoła było sporo miejsca, a kabinę wyciszono na tyle dobrze, że klekot diesla praktycznie w ogóle mi nie przeszkadzał.

No dobrze, ale gdzie ją wypróbować? Z pomocą przyszli mi Bartek i Mateusz pokazując drogę do pobliskiego lasu. Yeti było w końcu u siebie. Głębokie błotne kałuże, później grząski piach – nie, tutaj na pewno nie chciałbym utknąć. Tym bardziej, że na zewnątrz setki komarów tylko czekały na moje niepowodzenie. Na szczęście na tej Skodzie nic nie robiło wrażenia i dzielnie brnęła do przodu dowożąc mnie na miejsce startu. Obyło się bez bezpośredniego kontaktu z naturą, ufff!

Eco
Nie zawsze walczy się o najlepsze czasy – niektóre rajdy polegają na uzyskaniu jak najniższego zużycia paliwa. Startują w nich prawdziwi mistrzowie jazdy o tzw. kropelce, jak na przykład Piotr Kwapiszewski, który Octavią Greenline drugiej generacji pobił ostatnio chyba wszystkie możliwe rekordy. Nie uwierzycie, ale to auto zużyło mu na drogach Mazowsza zaledwie 1,89 l ropy na każe 100 km! Nie, to nie jest czeski błąd, to czeska rzeczywistość.

No dobrze, skoro jemu w dużej i ciężkiej Octavii udało się uzyskać taki rezultat, to może i ja mam szansę na podobny wynik, jeśli wybiorę coś mniejszego i lżejszego? Np. taką Fabię Greenline z malutkim trzycylindrowym dieslem pod maską? To nawet może  być zabawne…

Nie, nie było. Diesel chodził nieprzyjemnie głośno, wnętrze ilością czerni przypominało norę Krecika, osiągi były mizerne, a na tylnej klapie ktoś mi przyczepił cudaczny spojler. Mijały mnie TIR-y, autobus, a nawet chiński skuter. Do tego komputer pokładowy ani razu nie chciał zejść poniżej wyniku 3.9 l/100km. Ecodriving to jednak żadna zabawa. Zrezygnowany zawróciłem i odstawiłem vozidlo (z zeskiego: samochód) na parking.

Family
Na koniec zostawiłem chyba największą niespodziankę tego dnia – szarą Octavię Ambiente.

Ok., czeski kompakt sam w sobie nie jest jakoś bardzo zaskakujący. Jednak niezwykły był w nim napęd. Malutkie 1.2-litrowe benzynowe serce otrzymało turbinę, dzięki czemu do naszej dyspozycji było maksymalnie 105 KM. Oprócz tego zamiast 5 manualnych miałem aż 7 automatycznych biegów. Rezultat? Ktoś w siedzibie Skody użył chyba pierścienia Arabeli i tak oto powstało idealne auto rodzinne.

Chyba nie odkryję Ameryki pisząc, że Octavia jest przestronnym i bardzo praktycznym samochodem. Pięciu pasażerów ma dla siebie sporo miejsca, a pojemność bagażnika można by tu liczyć w metrach kwadratowych. Fotele są wygodne, wykończenie przyzwoite, a obsługa kokpitu i systemu audio – intuicyjna.

Ważniejszy jest jednak silnik. I nie zrażajcie się od razu do jego pojemności skokowej – dajcie mu szanse i weźcie go na jazdę próbną. Co ciekawe na trasie wydaje się on mocniejszy o dobre 20 KM od zwykłego wolnossącego 1.6. Nie cierpi na zadyszkę i równo ciągnie niemalże w całym zakresie obrotów. DSG przełącza kolejne biegi szybko i bez szarpnięć. Do tego w kabinie jest całkiem cicho, a producent obiecuje nam niskie spalanie.

Podsumowanie
Przyszła pora na wnioski. A są one gorzkie i dotyczą naszej motoryzacji. Chciałbym móc kiedyś powiedzieć, że byłem na prezentacji kilu różnych polskich modeli, ale niestety nie jest to możliwe. Owszem mamy jeszcze Pandy, montujemy też Astry, ale chyba najbardziej zazdroszczę naszym południowym sąsiadom zachowania ich tradycyjnej marki.

Ok., jest to w 90% Volkswagen, ale czeska Skoda wyrosła na silną europejską firmę, która jest w stanie zaoferować swoim klientom odpowiednie do ich potrzeb auta. Znajdzie się tu coś dla biznesmenów, maniaków prędkości, fanów offroad’u czy też ekonomicznych skąpców. To także, a może i przede wszystkim, nastawienie na praktyczną rodzinność, z której od lat Skoda słynie na naszym rynku.

Wojtek Zuchora
e-mail: wojtek@motofilm.pl