Gran Turismo Polonia 2011 oczami blogera – ogromne rozczarowanie [FELIETON]

gt gloFerrari Italia, Lambo Murcielago, Porsche Cayman S, Nissan GT-R, Dodge Viper, Lotus Evora, Audi R8 Spyder i tak dalej i tak dalej… Każdy fan motoryzacji za obcowanie z tymi motoryzacyjnymi perełkami dałby się pokroić zaraz po opuszczeniu toru. Wejście na poznańską pętle było limitowane dla kierowców, VIP-ów i prasy. Nikt inny nie miał szans na wejście, żeby choć z daleka obejrzeć samochody pędzące po torze. Kiedy zacząłem pisać dla MotoFilm od razu chłopaki poinformowali mnie, że mam razem z Mateuszem jechać właśnie do Poznania na Gran Turismo Polonia. Z relacji z poprzedniej edycji wiecie, że była możliwość przejażdżki razem z którymś z uczestników, a ja nie mogłem się już tego doczekać! Gdyby ktoś poprosił mnie o opisanie jednym słowem pobytu na tym evencie, bez zastanowienia użyłbym wyrazu rozczarowanie. Zapraszam na moją niezwykle subiektywną relację!

Całej naszej podróży do Poznania odpisywać nie będę, bo tym razem obyło się bez żadnych atrakcji, jak było w przypadku drogi do Kielc. No może z wyjątkiem wybitnie autostradowych prędkości, które osiągaliśmy w Fabii RS. Prędkości na autostradę u naszych zachodnich sąsiadów.

Przejdźmy już do samej imprezy. Zaraz z rana wybraliśmy się pod bramy toru, żeby nic nas nie ominęło i być może poznać kilku uczestników – potencjalnie tych, którzy mogliby nas zabrać jako pasażerów. Ze względu, że większość kierowców pochodziło ze Szwecji, Estonii i Niemiec odpytywaliśmy się z Mateuszem z angielskich zwrotów i słówek, które mogą być przydatne czekając na przyjazd organizatorów, gdyż jak poinformował nieco szorstki ochroniarz, on ma tu stać i nikogo nie wpuszczać. Taka jego praca, a on wypełniał ją niezwykle sumiennie.

Siedząc w cieniu drzew czekaliśmy. Zaraz za nami przyjechał pierwszy uczestnik i również został odprawiony z kwitkiem. Po kilku minutach zjawił się biały Cayman S. Nasze ochy i achy nie cichły przez dobre 10 minut. Uprzejmy i miły Szwed pomachał do nas z szerokim z uśmiechem. Jak myślicie odwzajemniliśmy?

Wreszcie po kilkunastu minutach zjawili się organizatorzy. I bramy do motoryzacyjnego raju stanęły przed nami otworem. Raju – wtedy tak sądziliśmy, ale z perspektywy czasu myślę, że był to co najwyżej czyściec… Zaparkowaliśmy samochód, zabraliśmy sprzęt i dziarskim krokiem ruszyliśmy w kierunku biura prasowego, które miało znajdować w pomarańczowym namiocie. Tam po chwili konsternacji ze strony organizatorów dostaliśmy identyfikatory prasowe oraz informacje, że prawdziwe biuro zostanie otwarte po przyjeździe ludzi od PR. Kiedy przyjadą nikt nie wie i musimy czekać, a na koniec powiedziano nam, że identyfikatory musimy zwrócić. Szkoda, liczyłem na symboliczną pamiątkę w postaci właśnie identyfikatora. Rozczarowanie z numerem jeden. Takie małe, malutkie, tyci-tyci, ale jednak. No to co spacerek po pit lane i obejrzenie tych cacuszek?

Uwierzcie mi, nie wiedziałem na początku w którą stronę mam patrzeć. Tyle pięknych samochodów w jednym miejscu nie widziałem do tamtego momentu i pewnie prędko nie zobaczę. Lamborghini Murcielago obok trzech Nissanów GT-Rów, a przy nich czerwone Ferrari 430 Scuderia. Jeśli nie mieliście okazji zobaczyć na żywo tego mięśniaka od Nissana, nie jesteście w stanie sobie wyobrazić jakie robi wrażenie. Stojąc obok niego czujecie się jak dziecko robiące sobie pamiątkowe zdjęcie z którymś z braci Kliczko. My mieliśmy okazję zobaczyć nie tylko Witalija i Władimira, ale jeszcze kilka ich klonów.
Po chwili usłyszeliśmy ryk silników, kiedy pierwsi kierowcy wyjeżdżali z alei serwisowej, żeby spróbować swoich sił i możliwości samochodów na torze Poznań. Skoro mamy już sporo zdjęć stojących egzotyków to czas na sfotografowanie ich w naturalnym środowisku, czyli przy pełnej prędkości. Pora udać się do barier przy prostej startowej i posłuchać ryku silników.

Ryk widlastych silników przy pełnych obrotach jest najwspanialszym dźwiękiem na Świecie! Czuje się go całym ciałem, kiedy z wielką prędkością przejeżdża w odległości kilku metrów od Was motoryzacyjny potwór, a za chwile słychać tylko pisk opon na dohamowaniu. Wejście w zakręt i koniec. Wszystko trwa nie więcej niż 7 sekund. Staliśmy podziwiając przez dobre półgodziny. Na tor zaczęło zjeżdżać coraz więcej uczestników – przeważały Porsche różnorakiej maści.
– To co Mateusz, może się czymś przejedziemy. Co Ty na to? –zapytałem kolegę – Chyba już przyjechali ludzie od PR. Chodźmy!

Tak też zrobiliśmy. Panowie siedzieli sobie wygodnie w fotelach energicznie stukając w klawisze – na pewno grali w CS’a z nudów, ale wszyscy myśleli, że załatwiają niecierpiące zwłoki sprawy. Przywitaliśmy się i krótko pogawędziliśmy o różnych bzdurach, jak to na imprezach motoryzacyjnych. Jako, że w między czasie mój telefon zaczął agresywnie wibrować i dawać znaki, iż ktoś chce się ze mną skontaktować, opuściłem biuro, a Mateusz został tam sam. Dlatego też nie przytoczę dokładnej treści tej rozmowy, a powiem Wam jakie przyniosła ona konsekwencje. A co mi tam! Pogrubię czcionkę i podkreślę, żebyście poczuli powagę sytuacji! Było naprawdę źle…

Przejażdżka przysługuje tylko tym dziennikarzom, którzy przygotowują relację wideo.

Zrobiło mi się trochę przykro, a nawet bardzo. Przyjechałem tu właśnie po to, żeby móc przejechać się Ferrari Italia i Porsche Cayman S. Rozczarowanie numer dwa – chyba największe niestety, aczkolwiek jest jeszcze trzecie.

Z nosami spuszczonymi na kwintę poszliśmy na parking, który teraz był już tłocznym miejscem. Supercar obok supercara, a obok nich uśmiechnięci blondyni wcierający kremy z filtrem 30UV. Ehh, nie przyzwyczajeni biedacy do silnego, polskiego słońca. Musze przyznać, że Szwedzi to niezwykle mili i przyjaźnie nastawieni na kontakt z drugim człowiekiem ludzie. Przechodząc obok nich kiwali głową na powitanie i gestem zapraszali do obejrzenia i obfotografowania samochodu. Niestety Polscy kierowcy tacy już nie byli, choć nie było ich wielu. Robiąc zdjęcia ich samochodów ich wzrok mówił mniej więcej „zarysuj mi lakier gnojku, a zabije Ci matkę”. Trudno, zrobimy komuś innemu. I tym sposobem od samochodu do samochodu upłynęło nam 40 minut. Mało, prawda?

– Kawy bym się napił. Rano nie zdążyłem przed wyjściem.
– Jakiś bon dostałem na napój w biurze prasowym. – powiedział Mateusz wyciągając świstek z kieszeni – To chodź napijemy się kawy. Może coś zjemy. Szwedzki stół widziałem. Hyhyhy.. – zarechotał – Szwedzki stół. Łapiesz? Szwedzi. Stół. Szwedzki stół. Oooo… Ja nie mogę.

Jakiś czas nie łapałem o co dokładnie mu chodzi i z czego się tak śmieje, ale później złapałem żart i razem z nim śmiałem się, aż do białego namiotu pod którym był catering. W dobrych humorach odbiliśmy w prawo. Nagle usłyszałem głos z dołu.

– Tu nie wchodzimy.

Nie wiedziałem czy to słońce za bardzo mi przygrzało, a może jeszcze nie obudziłem się do końca i mam omamy. Było już koło 12 więc poranne zamotanie mam za sobą, a słońce jednak tak mocno nie świeciło. Czas spojrzeć w dół. Moim oczom ukazał się ochroniarz. A raczej coś co miało koszulkę z napisem ochrona. Nigdy za wysokiego się nie uważałem, ale za faceta odpowiedniego wzrostu (187 cm), jednak ochroniarz wzrostu Prezesa K. to lekka przesada.

– Słucham?
– No mówię, tu nie wchodzimy. A co jakiś problem?
– No kawy się napić chciałem. Mam tu o..
– A co mnie to? – przerwał w połowie mojego zdania – Nie ma wejścia. Proste? Żegnam koledzy, a jeśli sami nie pójdziecie to Wam pomogę.
– Ale…
– Nie wyraźnie mówię?

Co było począć. Zapłaciłbym sobie za ta kawę nawet, ale jak nie to nie. Rozczarowanie numer trzy. W takim razie kawa musi poczekać, a my udaliśmy się na dach budynku, na który prowadziły schody wzięte z lotniska. No wiecie, takie po których wchodzi się do samolotu. Wtedy też usłyszeliśmy potworny ryk. Ja początkowo myślałem, że to startujący samolot, (dla niewtajemniczonych informacja – tor leży niedaleko lotniska i co jakiś czas widać było startujące samoloty. Mateusz chyba ma fotki na których to widać) ale dźwięk bardziej przypominał lecącego F16 niż samolot pasażerski. Ostatnio właśnie ten sam odgłos słyszałem mając lat 11 w Radomiu na Air Show. Jednak to nie był amerykański myśliwiec, a jego drogowy odpowiednik Ford GT 40 koloru czerwonego. Potwór na kołach szerokości walców, który rykiem swojego V8 ścinał krew w żyłach w promieniu kilkunastu kilometrów. Coś wspaniałego jednym słowem! Jak nie trudno zgadnąć wszyscy zabrali się na fotografowanie, a dumny właściciel podniósł pokrywę silnika, żeby pokazać przepiękny silnik. Zaraz potem pojawiły się dwa białe Lotusy Evora, którymi przyjechali organizatorzy.

Wszystko super, tylko ileż można patrzeć na przejeżdżające samochody? Nawet jeśli jest to BMW M6, Porsche Boxter S czy Ferrari 430 Scuderia samo podziwianie nudzi się po trzech godzinach. Tak też było z nami, więc postanowiliśmy wybrać się na przejażdżkę po Poznaniu. Pojechaliśmy pod stadion Lecha, nad Maltę i na pobliskie lotnisko Ławica. W drodze powrotnej, jak wiecie z naszego fanpage jechaliśmy za Lamborghini Murcielago. Dosyć długo za nim, aż natrafiliśmy na światła! Każdy chciałby się zmierzyć z tym samochodem w pojedynku spod świateł, a my mieliśmy ku temu okazję. Raz się żyje! Nasze 180 koni, przy jego blisko 600 stanowi przepaść nie do przeskoczenia. Pomarańczowe. Pisk opon i ruszyliśmy! Ale cóż to? Agresywny przód tego potwora oddala się w potwornym tempie i po chwili jest już tylko niewielkim odbiciem w tylnym lusterku. Nie podjął wyzwania. Mateusz, który prowadził był zawiedziony, ponieważ liczył na pokaz mocy ze strony kierowcy Lambo, ale nic z tych rzeczy! Wytłumaczyłem mu to w prosty sposób.

– Jeśli idziesz z wielkim psem na spacer osiedlem, widzisz jak te wszystkie małe kundelki szczekają na niego jak oszalałe, a on ma je w głębokim poważaniu. Wiesz dlaczego? Bo doskonale wie, że jedno jego kłapnięcie i nie byłoby ich. Tak samo jest z nami.

Wróciliśmy na tor, ale już nie po to, żeby oglądać, ale pożegnać się z poznańską pętlą. Jeszcze jednak na raz na do widzenia obeszliśmy cały paddock. Góra zdartych opon urosła do niewyobrażalnych wręcz rozmiarów, a kurier DHL wyciągał ze swojej furgonetki świeże gumy. Dużo świeżych opon. Kilku uczestników siedziało sobie w cieniu przy swoich samochodach i coś robili. Udając, że patrzę na ich Porschaki, przyjrzałem się bliżej. No pięknie… Alkomacik? Musiała być impreza ostra w hotelu i temu tak późno przyjechali na tor.

– Chodź, wracajmy już do hotelu. – powiedział do mnie Mateusz – Wieje nudą.

Udaliśmy się do biura prasowego, oddaliśmy plakietki i odblaskowe kamizelki. Już mieliśmy odjechać, kiedy przyjechała samochód prasowy od BMW. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że było to 1M. Mój kolega wyskoczył z samochodu jak poparzony i trzymając się za spodnie biegaj wokoło i krzyczał z radości. Siłą zaciągnąłem go na tylna kanapę i przypiąłem pasami. Dla pewności jeszcze założyłem blokady w drzwiach i wróciliśmy do hotelu.

Tak skończył się nasza przygoda na Torze Poznań. Jak już mówiłem na wstępie, było to dla mnie rozczarowanie jakich mało. Być może ja zbyt wiele oczekiwałem od tego eventu, albo była to wina – teraz nie wiem – organizatorów całej imprezy, ludzi obsługujących prasę, czy ludzi odpowiedzialnych za przygotowanie. Jeśli więc zaczynacie przygodę z szeroko rozumianym dziennikarstwem motoryzacyjnym i zastanawiacie się nad wybraniem się w przyszłym roku do Poznania na GT, z całego serca Wam odradzam. Czy tak ciężko jest udostępnić kilku osobom (dziennikarzy było naprawdę mało) przejażdżkę? I czy kawa dla tych osób kosztuje takie krocie? Chyba nie. Tyle z mojej strony.

  • Bez kawy tak :(?

  • Robert

    No nie ładnie tak ze strony organizatorów co do kawy, jak i do tych przejażdżek, ale jak Szwedzi ponoć tacy mili, to może któryś by się zgodził na przejażdżkę ?

  • Artur Kuśmierzak

    W tym roku organizacja widzę poniżej krytyki, rok temu bez problemu można było jeść co się chciało i przejechać się każdym wózkiem, ja jeździłem 430 Scuderią i 911 GT3. Jak widać impreza schodzi na psy. Współczuje chłopaki, jak widać organizator imprezy ma gdzieś dziennikarzy.

  • @Artur – no w zeszłym roku właśnie ty nas reprezentowałeś i opowiadałeś, że faktycznie było CUD MALINA. A w tym… szkoda gadać.

  • @Robert – konieczne były kaski, które nie sposób było dostać ot tak

  • Ja poprosiłem tego dżentelmena od żółtej Scuderii jak widzę też był w tym roku i on pożyczył mi kask swojej młodszej o kilka wieków dziewczyny 🙂

  • Ra7age

    ktoś tu się obraził bo nie dostał kawy ;P

  • @Ra7age – tak, kawa zadecydowała o tym, że już nigdy się tam nie wybierzemy 😀

  • @Ra7ge – tu nie chodzi o to, że dwaj blogerzy wysmakowani w kawie nie dostali świeżo zaparzonej z najlepszych ziaren. Przecież też jesteśmy ludźmi i skoro jednak nas się zaprasza, to wypadałoby zapewnić nam chociaż coś do picia i ew. jakąś przekąskę. Piekące się obok kiełbaski, których zapach może drażnić nasze nozdrza nie z odległości centymetra, ale 20m nie jest cholera jasna przyjemny 😛

  • Nie no w ogóle płaczemy razem z Tobą, biedny i skrzywdzony dziennikarzu, którego nikt za darmo nie napoił, nie nakarmił i nie przewiózł furą za kilkaset tysięcy złotych. Naprawdę współczujemy Ci tej strasznej pracy, tego obrzydliwego obcowania z supersamochodami i bujania się testówkami od Skody po Polsce, i mamy nadzieję że już wkrótce ktoś uwolni Cię od tego strasznego brzemienia proponując Ci posadę listonosza. Taki listonosz często załapuje się na herbatkę i kanapkę u emerytek.

  • @złomnik – hahahahaha 😀

  • Bartek Grabiec

    @złomnik – Widzę, że sam jesteś listonoszem, skoro tyle wiesz o tym fachu.

  • milosz

    złomnik ma trochę racji, całe wydarzenie zostało zjechane i uznane za słabe, bo komuś nie dali się przejechać i nie nalali kawusi…a tam chodzi o samochody przecież

  • podziwiajcie więc zdjęcia i napawajcie oczy tym, co my widzieliśmy 😉

  • Mariusz

    Co w sumie nie zmienia faktu, że artykuł i zdjęcia to promocja medialna imprezy. Po to się zaprasza gości, a wtedy warto ich ugościć.

    To jak zapraszać znajomych, żeby pochwalić się nowym mieszkaniem, a jak poproszą Cię o szklankę wody zbywasz ich: ‘po wodę tu przyszedłeś czy pooglądać?’