Nareszcie! Doczekałem się! Czekałem na samochód do testu od kwietnia, kiedy to napisałem dla Was swój pierwszy news na MotoFilm. Kiedy otrzymałem wiadomość o tym, że nadszedł mój czas, z radości odtańczyłem Macarene na środku rynku w Krakowie, gdzie zastały mnie dobre wieści. Później dopiero dowiedziałem się, że wybór samochodu należy do Was. Zawsze wiedziałem, że można na Was liczyć, i nie zawiedziecie mnie. Wybraliście dla mnie Superba, za co Wam raz jeszcze dziękuję. Przejdźmy jednak do konkretów, bo pewnie interesują Was moje wrażenia po weekendzie z tym czeskim combi…

Pierwsze wrażenie…
Odebranie samochodu nie było problemem. W sobotę koło 12 dotarłem (mimo wszechobecnych robót drogowych) do salonu Emida w Krakowie. Drżącymi z podniecenia dłońmi podpisałem umowę i poszedłem na parking razem z niezwykle uprzejmym Panem Wojciechem odebrać moją testówkę. Pierwsza rzecz, która zrobiła na mnie piorunujące wrażenie to był kolor – Beż Cappuccino (tak ten kolor został nazwany przez producenta. Ja nie mogłem za żadne skarby dokładnie go określić) i 17 calowe felgi Trifid. Bardzo ładna kompozycja, co podkreślał każdy znajomy oglądający samochód. Pożegnałem się i wsiadłem do środka. Co my tutaj mamy? Skórzana tapicerka z kolorze czarnym z listwą dekoracyjną imitującą drewno biegnącą przez całą deskę rozdzielczą. Taki sam dekor został umieszczony w drzwiach na wysokości klamki. Wszystkie materiały wewnątrz dobrze spasowane i wykonane z miękkich w dotyku materiałów. Plus dla producenta. I to duży.

Komu w drogę…
Pora więc już wrócić do domu. Szybko ustawiam sobie elektrycznie sterowane i podgrzewane (panom podgrzewania nie polecam, chyba, że nie chcecie mieć dzieci) fotele do pozycji, w której jest mi najwygodniej i zapisuję w pamięci jako numer jeden. Dwa i trzy zostawiam dla innych, choć i tak wiem, że nikt inny nie usiądzie za tą czteroramienną kierownicą multimedialną, choćby na chwilę w ciągu tego weekendu. Przesiadka do tyłu w celu sprawdzenia ile miejsca pozostało dla pasażerów. Skoda mnie nie zaskoczyła i tego właśnie oczekiwałem od samochodu tej wielkości. Przestrzeń na nogi jest wystarczająca, a ponadto na welurowym dywaniku leży wyprofilowany podnóżek. Przesiadka za kierownicę; pora włączyć sobie jakąś muzykę. Wyjąłem pendrive z mojej torby, podniosłem pokrywę podłokietnika, gdzie potencjalnie liczyłem na znalezienie złącza USB. Jest tylko AUX. No to może ukryli go w schowku. Otwieram klimatyzowany schowek, ale tam również nie widzę wejścia, ani żadnego kabla (tak było w CR-Vce) do którego mógłbym podłączyć go. Jeszcze przez chwilę szukałem złącza, ale po 10 minutach stania na słońcu samochód nagrzał się potwornie, więc byłem zmuszony dać za wygraną. Odpaliłem radio, które miało ten sam (jak to nazwał Mateusz) ficzer co Fabia RS, czyli podpisane stacje radiowe. To naprawdę proste i niezwykle przydatne rozwiązanie. Na 6,5 calowym wyświetlaczu dotykowym pojawiło się logo Skody i zostałem powitany napisem. Miło. Pora już jednak ruszać w drogę.

A do domu jadę tak!
Weekend był upalny jak nigdy. Mimo doskonale działającej dwustrefowej klimatyzacji koszula lepiła mi się do pleców. Wszystko przez skórzaną tapicerkę. Jeśli nie chcecie mieć tego typu problemów w trakcie upałów najlepiej jest doposażyć swój samochód w wentylowane fotele (1500 zł dopłaty) lub zamówić tapicerkę z alcantarą. Mimo tej drobnej niewygody, jedzie się niezwykle komfortowo. Zawieszenie potrzebuje naprawdę solidnych nierówności i dziur, żeby pasażerowie poczuli cokolwiek. Układ kierowniczy zapewni Wam precyzyjne pokonywanie zakrętów, ale umówmy się – jest to samochód rodzinny/służbowy (niepotrzebne skreślić) więc pokonywanie zakrętów z zawrotną prędkością jest w nim zbędne. Dlatego też nie udaje on rajdówki. Po za tym to diesel! Dwulitrowy silnik jest doskonale wygłuszony, dzięki czemu nawet przy wysokich obrotach w kabinie jest cicho. Można prowadzić dysputy z pasażerami na tylnej kanapie bez potrzeby nadwyrężania swoich strun głosowych. Skoro już wspomniałem o motorze, to czas na kilka danych technicznych. Moja jednostka krzesała moc 170 koni mechanicznych i moment obrotowy 350 Nm. Nie są to powalające osiągi, ale w zupełności wystarczą, aby pierwszą setkę na prędkościomierzu (analogowym lub cyfrowym – do wyboru, do koloru) zobaczyć po niespełna 9 sekundach trzymania gazu w podłodze. Prędkość maksymalną producent określa jako 220 km/h. Bardzo chciałem, żeby to był dobry i rzetelny test, ale tej wartości nie byłem w stanie sprawdzić ze względu na brak odpowiednich dróg i ograniczenia prędkości. 9 sekund do setki i 220 km/h jako maksymalna prędkość to nie tylko zasługa silnika, ale i skrzyni biegów. W wypadku Skody to niezwykle zgrany tandem. Zresztą, dla fanów trzy litery wygrawerowane na lewarku mówią wszystko – DSG. Ten automat stosowany jeszcze w Seatach i Volkswagenach spisuje się kapitalnie. Miałem już okazję jechać innym automatem i różnica jest ogromna. Nie mogłem się dogadać z konkurencją, a ten automat (jakkolwiek to nie zabrzmi) sprawiał wrażenie bycia częścią mnie. On czytał w moich myślach. Gaz w podłogę i kiedy doskonale wyprofilowany pedał gazu przekroczył środek zakresu, następowała płynna redukcja. Żadnych szarpnięć, niedomówień, czy tez innych przygód znanych z automatów. Wiedział, kiedy chcę tylko lekko przyśpieszyć bez potrzeby redukcji.

Wrażeń z jazdy ciąg dalszy!
Wyobraźcie sobie, że macie do dyspozycji bardzo przyzwoity samochód na weekend i 60 litrów do wyjeżdżenia. Samochód średnio zużywa 6.5 litra na 100 kilometrów. Gdzie byście pojechali? Głowiłem się nad tym całą sobotę i wymyśliłem! Zakopane – tak to będzie dobry wybór na niedzielną wycieczkę! Rano, do ogromnego 633 litrowego bagażnika spakowałem wszystko co było mi potrzebne. Oczywiście, żeby nie łatały mi moje pakunki po całej tej przestrzeni, użyłem belki na szynach do zablokowania wszystkiego. Praktyczna rzecz! Ustawiłem klimatyzację na dwie różne wartości, bo wiem doskonale, że moja pasażerka woli 21 stopni, a ja jednak 19. Kiedy dotarłem pod jej dom dowiedziałem się, że ze względu na piękną pogodę ona jednak woli jechać nad jeziorko i mam do wyboru Kryspinów albo Żywiec. Jak się zapewne domyślacie, wybrałem to drugie miasto (chyba nie muszę mówić, dlaczego).

Przy takich temperaturach, jakie mieliśmy większość ludzi niestety wpada na ten sam pomysł weekendowego wyjazdu, a to oznacza przede wszystkim szukanie miejsca parkingowego. Mając samochód, który jest długi na blisko 5 metrów można mieć problemy z manewrowaniem na parkingu. Przypadkowe uderzenie tyłem lub przodem w stojący samochód w Superbie nie ma prawa się wydarzyć. Samochód jest nafaszerowany czujnikami, które dokładnie pokazują nam, w jakiej odległości znajduje się od nas przeszkoda. Przydało się, i to bardzo. Po całym dniu spędzonym w wodzie i na słońcu człowiek potrafi być zmęczony. Ja jednak siadając za kierownicę nabieram nowych sił witalnych. Dlatego też odwiozłem moją pasażerkę i postanowiłem pojeździć sobie bez celu. W końcu jutro na 10 mam odstawić samochód do Krakowa do Emidy. Jadąc w nocy zwróciłem uwagę na bardzo dobre Bi-ksenonowe reflektory adaptacyjne, który doskonale oświetlały drogę. Niezwykle przydatne okazało się też automatycznie przyciemniane lusterko tylne. Nie każdy w końcu wie, że jadąc za kimś trzeba zmienić na światła mijania.

Bardzo nie podobają mi się w Skodach światła do jazdy dziennej. Kiedy konkurencja idzie w stronę LED-ów, Czesi montują za dole zderzaka zwykłe reflektory. Wygląda to staromodnie, tandetnie i archaicznie, a przede wszystkim burzy całą linię samochodu. Trochę zaskakujące było dla mnie podświetlanie stóp, szczególnie kierowcy. Nie wiem, po co mi jest to potrzebne/przydatne, ale pewnie do czegoś miało służyć. Powrót i odstawienie na podjazd przed dom. Pod lusterkami i drzwiami delikatnie świecą lampki, żeby przypadkiem nie wdepnąć w coś, kiedy na zewnątrz już ciemno.

Wszystko, co dobre szybko się kończy.
Tak też było i tym razem. Szybko skończyła się moja przygoda z tym samochodem i trochę tego żałuję. W ciągu niespełna 48 godzin ciężko dogłębnie poznać samochód i wychwycić jego wady i zalety. Ja w tekście powyżej zawarłem wszystko to, co udało mi się wychwycić. Wiem jedno – ten samochód, jak dla mnie, wart jest tych blisko 150 000 złotych. Naprawdę suto zapewniające odpowiedni komfort i wyglądające, jak już powiedziałem niezwykle dobrze. Jedyne, co zmieniłbym w tym samochodzie to kolor tapicerki. Od zawsze podobała mi się tapicerka skórzana w kolorze kości słoniowej, a do tego koloru pasowałaby idealnie. Ot, taka moja osobista fanaberia. Jeśli więc zastanawiacie się nad zakupem combi i na placu boju jest Skoda Superb, to ja z czystym sumieniem mogę polecić ten samochód. Nie będziecie zawiedzeni, ani rozczarowani!

Na samym końcu (last but not least) chciałem serdecznie podziękować pracownikom salonu Skody Emida z Krakowa za użyczenie samochodu do testu w ramach programy Skoda i Ty.

Dane techniczne:
Napęd
Rodzaj silnika: diesel
Pojemność: 1968cm3
Typ napędu: przedni
Moc maksymalna: 170 KM (przy 4200 obr/min)
Maks. moment obr.: 350 Nm (1750 – 2500 obr/min)
Skrzynia biegów: 6-biegowa, automatyczna DSG
Nadwozie
Długość / Szerokość / Wysokość: 4838/1817/1510
Pojemność bagażnika w litrach: 633/1865
Masa własna: 1594
Ładowność: 563
Rozstaw osi: 2761
Dane eksploatacyjne producenta
Przyspieszenia od 0 do 100 km/h: 8,9 s
Prędkość maksymalna: 220 km/h
Zużycie paliwa – trasa: 5,2l/100km
Zużycie paliwa – miasto: 8,0l/100km
Zużycie paliwa – cykl mieszany 6,2l/100km
Pojemność zbiornika paliwa: 60  litrów
Emisja CO2 [g/km]: 162
Cena: ok. 150 000 złotych