Wyobraźcie sobie, że macie mieć bardzo, ale to BARDZO ważne kolokwium. Wszystko macie zapięty na ostatni guzik. Budzik nastawiony na odpowiednią godzinę, cały materiał przyswojony. Rano budzisz się wypoczęty i pełny chęci do życia. Słońce świeci na niebie, ptaki śpiewają i odnosisz wrażenie, że to wszystko dla ciebie. Żyć nie umierać! Wsiadacie do samochodu i przekręcacie kluczyk w stacyjce nucąc pod nosem Given to fly Pearl Jam i… nie dzieje się nic. Po kilku próbach trochę podenerwowany otwierasz klapę i zaglądasz pod maskę, a tam czekają na ciebie dantejskie sceny. Mnóstwo sierści, błoto, dwie kromki chleba, trochę pierza i co najgorsze poprzegryzane kabelki…

Nie muszę chyba mówić, że ciśnienie skoczyło mi sporo powyżej optymalnego, a przed oczami zobaczyłem, mimo wczesnej pory wszystkie gwiazdy. Trwało to jakiś czas i byłem bliski rozróżnienia Wielkiego i Małego Wozu, jednak ochłonąłem tak szybko jak tylko potrafiłem. Na całe szczęście miałem skąd wziąć inny samochód i z lekkim poślizgiem zdążyłem na czas, jednak dobry humor diabli wzięli. Cały dzień zastanawiałem się jakież to stworzenie zafundowało mi taki armagedon pod maską. Odpowiedź przyszła po rozmowie z kolegą. To była kuna.

To, iż prawie spóźniłem się na kolokwium było wystarczającym casus belli dla mnie i postanowiłem nieco się dokształcić, żeby móc wytoczyć ciężkie działa przeciw niej. Stwierdziłem, że fora internetowe będą skarbnicą wiedzy jak walczyć z tym cholerstwem, więc od nich zacząłem i odnoszę wrażenie, iż to niezwykle popularne zjawisko. Wielu kierowców nie może pozbyć się niechcianych lokatorów, których przyciąga ciepło silnika. Długo myślałem, że jest to problem wyłącznie ludzi takich jak ja, czyli zamieszkujących niewielkie miejscowości i wsie, ale sporo ludzi mieszkających w dużych miastach, jak Katowice uskarża się na to samo. Czyżbyśmy mieli plagę kun w naszym kraju? Tak z tego wynika, a niestety nie mogę jej delikatnie mówiąc „sprzątnąć”, gdyż jak wyczytałem, jest pod ochroną! Zawsze myślałem, że pod ochroną są gatunki zagrożone wyginięciem, ale kto ich tam wie ekologów.

Skoro nie mogę użyć pułapki, która załatwi sprawę raz a dobrze, trzeba jakoś uprzykrzyć jej mieszkanie w moim samochodzie. I tu powiem szczerze, ludzie przechodzą samych siebie wymyślając coraz to nowe i bardziej wymyślne sposoby jak zniechęcić futrzaka. Najprościej ponoć zebrać trochę sierści psa – najlepsze efekty daje długo niemyty czworonóg, ponieważ czuć go z daleka – i włożyć do rajstopy, a całość zamocować taśmą izolacyjną do ulubionych kabelków naszego wroga. Co do skuteczności zdania były podzielone. Kolejnym patentem jest założenie pod maską kostki toaletowej. W tym wypadku im tańsza tym ponoć bardziej skuteczne, ze względu na mocniejszy zapach, który wydziela. Wystrzegajcie się kostki o zapachu leśnym, bo futrzak poczuje się jak u siebie! Może morska? I na koniec najdroższy sposób, czyli urządzenie emitujące dźwięki odstraszające kuny, których ludzie nie są w stanie usłyszeć. Jest to wydatek od 40 do 80 złotych, a jego działanie chyba nie jest zbyt skuteczne, gdyż sporo osób skarży się na brak jakichkolwiek efektów. Ja też w takie bajery nie wierzę.

Jeden z forumowiczów wraz z synem czatował przez cały tydzień noc w noc, żeby dopaść ją, ale to przebiegłe stworzonko nie pokazało się przez ten czas. Następnej nocy w ramach zemsty przegryzła prawie wszystko co było do przegryzienia pod maską. Desperat wpadł na pomysł, żeby zostawić swój ślad zapachowy na samochodzie, który miał na celu odstraszenie szkodnika. Tylko jak? Bardzo prosto – wystarczy nasikać na silnik. Robi to profilaktycznie dwa razy w tygodniu i jak sam pisze od blisko dwóch lat ma spokój. Ja jednak nie jestem zdesperowany, aż do tego stopnia i nie polecałbym tego patentu.

Oczywiście możecie zabezpieczyć samochód tak, żeby zwierzątko miało problem z dostaniem się do środka, jednak co do tego, że ta sztuka się uda osobiście bym się nie łudził. Wystarczy jej dziurka o średnicy 10 centymetrów i już wygrzewa się przy naszym silniku przygryzając sobie pyszny kabelek, wygłuszenie silnika lub wężyk – uchowaj Boże! A co najlepsze, zabezpieczenie najprawdopodobniej sprawi, iż ciepło będzie uciekać wolniej. Innymi słowy będzie jeszcze przytulniej i atrakcyjniej. Ciekawe czy sprowadza sobie tam panienki? Tego nigdzie nie wyczytałem.

Od jutra zaczynam regularną wojnę z agresorem. Kryptonim mojej akcji to „Zmierzch Futrzaka”. Dlaczego taki? A dlaczego nie? Kryptonimy akcji wojskowych bywają jeszcze bardziej kretyńskie. Daje jej dwa tygodnie na wyprowadzenie się, a jeśli tego terminu nie dotrzyma, to wbrew ekologom zajmę się sprawą bardziej radykalnie. Mam już nawet pomysł jak to dokładnie zrobić, ale nie zdradzę Wam, bo nie chcę zobaczyć agentów ABW pod moimi drzwiami, a tym bardziej przykuwających się zielonych do klamki przy drzwiach wejściowych.

Na zakończenie chciałem przytoczyć moim zdaniem najlepszy wpis jaki znalazłem przeczesując fora internetowe. Brzmiał dokładnie tak: „Może przywiąż ekologa do maski – środki chemiczne lub mechaniczne mogą być „niehumanitarne” a taki ekolog będzie odstraszał kuny nie powodując im uszczerbku na zdrowiu i psychice.”

Jeśli ktoś ma inny wypróbowany sposób proszę, pomóżcie!

Bartłomiej Grabiec