Syrena Sport – kawałek historii, z którego możemy być dumni [FELIETON]

syrenka8548 gloPolski przemysł motoryzacyjny – temat bardzo rzadko pojawiający się w krajowych wiadomościach, niewystępujący zupełnie w dziennikach zagranicznych. Może się wydawać, że nie mamy być z czego dumni. Nie będę tutaj wywlekać na wierzch i wychwalać pod niebiosa wszystkich małych firm, które współpracują z wielkimi producentami aut w celu tworzenia imponujących konstrukcji. Pamiętając oczywiście o montażowniach różnych koncernów czy o Leopardzie z Mielca. Jest to jak najbardziej warte odnotowania, ale nie na tym chciałbym się teraz skupić. Powspominamy odległe czasy, kiedy to Polska mogła chwalić się czymś więcej. Brzmi nierealnie? Czytajcie dalej.

Przenieśmy się w lata 60. XX wieku. Jeszcze sporo wody w Wiśle upłynęło zanim się urodziłem, więc nie będę wam, drodzy czytelnicy oczu mydlić, że to wszystko pamiętam – pozwoliłem sobie skorzystać z tak wspaniałego wynalazku, jakim niewątpliwie jest Internet.

Znajdujemy się na Jagiellońskiej 88 w Warszawie. To budynek Fabryki Samochodów Osobowych, a w nim inżynier Cezary Nawrot otoczony zwojami papierów i rysunków. Rodzi się zupełnie nowe auto, z którego Polska ma spore szanse być dumna. Nazywa się Syrena Sport. Główne wskazówki konstrukcyjne – nadwozie z laminatu, a układ kierowniczy, przeniesienie napędu i zawieszenie silnika od zwykłej Syreny.

Wszystko było bardzo sprytne. Nawrot zaprojektował karoserię tak, żeby produkowane silniki się tam nie mieściły. Konieczne było zbudowanie czegoś nowego. Zajął się tym Władysław Skoczyński. Jego propozycją był silnik w układzie boxer na elementach pochodzących z motocykla Junak (konkretnie mówimy tu o cylindrach, głowicach i tłokach). Według dzisiejszych standardów efekt końcowy nie porażał mocą i nie zapewniał piorunującego przyspieszenia – jedynie 750cm3 i 25KM przy 5000 obr/min. Wszystko było gotowe. Zbudowano pierwszy egzemplarz Syreny Sport – w kolorze czerwonym.

Jest 1 maja 1960 roku. FSO dumnie prezentuje swój najnowszy koncept. Publika dosłownie oszalała na jego punkcie. Jak się okazało, nie tylko Polacy docenili umiejętności inżynierów z Jagiellońskiej – za naszą zachodnią granicą uznano go za najpiękniejszy samochód pochodzący zza żelaznej kurtyny.

Niestety skończyło się na pokazaniu jednego egzemplarza. Ówczesna komunistyczna władza uznała wygląd za zbyt ekstrawagancki. Auto, wraz ze swoim sportowym charakterem, ani trochę nie wpasowywało się w siermiężny kanon myślenia PRL. Gomułka otwarcie twierdził, że wystarczy, jeśli każdy Polak będzie mieć jedynie rower. Po oficjalnym odsłonięciu pięknych kształtów Syreny Sport, FSO otrzymało telefon od Józefa Cyrankiewicza (komunistyczny działacz). Instrukcje były jasne – auto schować i uciszyć całe zamieszanie dziejące się wokół niego.

Cały wysiłek konstruktorów poszedł na marne. Prototyp stał przez pewien czas w magazynach Ośrodka Badawczo-Rozwojowego w Falenicy. Jestem pewien, że przez cały ten okres w sercach projektantów tliły się żywe nadzieje na zaaprobowanie tego wspaniałego projektu przez władze i na otrzymanie zielonego światła do produkcji. Stało się jednak coś zupełnie innego.

W latach siedemdziesiątych XX wieku, wydano decyzję o zniszczeniu jedynego istniejącego egzemplarza. Marny był trud pracowników walczących o pozostawienie auta tam gdzie było. Powołano specjalną komisję, która miała osobiście pilnować zniszczenia Syreny Sport.

Tak oto nieszczęśliwie kończy się historia tego wspaniałego auta. Jedyne, co nam pozostaje to marne zdjęcia i wspomnienia. Cezary Nawrot, podczas udzielonego wiele lat temu wywiadu, wspominał o tym, że samochód rozpędzał się maksymalnie do prędkości 110km/h, a robiąc to wydawał z siebie piękny gang.

Nie będę w tym momencie narzekać, że Syrena Sport nie wyglądała tak, jak produkowany w tym czasie Mercedes 300SL Gullwing.  Bo wcale nie musiała. Miała swój własny styl i urok. Jedyne, czego jej brakowało, to odrobiny szczęścia.

Żałuję, że nie możemy patrzeć na skutki wejścia do produkcji tego auta. Jestem więcej niż pewien, iż przemysł motoryzacyjny Polski wyglądałby teraz zupełnie inaczej. Mówiąc inaczej, mam na myśli tworzenie projektów, które ani na jeden cal nie odstawałyby od wytwarzanych obecnie produkcji niemieckich czy japońskich. Ba! Nawet by je przeganiały!

Cała ta historia miała być zawarta w dwóch zdaniach i stać się jedynie zapowiedzią do tego, co pod artykułem, czyli do zdjęć (i renderów). Postanowiłem jednak trochę poszperać na temat tego auta. To, co udało mi się znaleźć, opisałem wyżej. Warto wiedzieć o tym, że wojenne bohaterstwo nie jest jedyną rzeczą, z której możemy (a nawet powinniśmy) być dumni.

Autorzy renderów: Piotr Kosiński i Tomasz Albin

  • ja tam nie trawię tego auta

  • :)

    piękna na renderach prezentuje się świetnie czarnobiałe fotki nie oddają tego

    ma w sobie coś urokliwego

    wielka szkoda

    i jeszcze większa, że w narodzie są tacy ludzie jak ten powyżej…

  • wesoły_Józio

    codziennie przejeżdżam obok FSO i żal bierze jak to wszystko potrafili sp*&#@ Związki zawodowe mogą być z siebie dumne…a syrena śliczna ;(