Podczas zeszłotygodniowej medialnej premiery nowego Citroëna C4 w Łodzi miałem niepowtarzalną okazję… pozbierać szczękę z podłogi. Na ”dzień dobry” wrażenie zrobił na mnie sam hotel – łódzki Andel’s to jedno z tych miejsc, które trzeba zobaczyć. Oryginalna elewacja z cegieł kryje nowoczesne i luksusowe wnętrze. Zdradzę Wam, że z nowym C4 jest podobnie. Z zewnątrz klasyka, a wewnątrz to co najlepsze. Ale po kolei.

Jadąc rano gdzieś pomiędzy Warszawą, a Łodzią starałem się przypomnieć sobie wszystko co pamiętam o poprzedniej odmianie C4. Miała nieruchomy trzon kierownicy z obrotowym kołem, w wersji trzydrzwiowej przedzieloną tylną szybę ogarniała malutka wycieraczka. A! No i Sébastien Loeb wygrywał kolejne mistrzostwa w swoim C4 WRC. I to chyba tyle.

W trakcie prezentacji auta razem z innymi dziennikarzami dowiedzieliśmy się m.in. o wynikach sprzedaży tej marki w 2010 r. oraz o ambitnych planach na obecny rok (Citroën Polska zamierza sprzedać u nas w 2011 blisko 18 tysięcy aut). Stopniowa zmiana wizerunku marki oraz sukcesywne odświeżanie gamy modelowej mają mu w tym pomóc. Ponieważ segment samochodów kompaktowych stanowi obecnie ok. 25 % wszystkich sprzedawanych aut, francuski koncern postanowił powalczyć o klientów i wprowadził do Polski nowe C4. W końcu przyszedł czas na jazdy próbne i tu zaczyna się właściwa część.

Zjechałem windą do garażu, moim oczom ukazały się dwa rzędy samochodów. Wybrałem bogato wyposażony egzemplarz ze 110-konnym silnikiem diesla pod maską - trochę z przekory, bo kiedyś bardzo nie lubiłem diesli. Moje skojarzenia z dieslem to: hałas pompowtryskiwaczy, chmury dymu i dynamika rodem z Ursusa. Ale świat się zmienia i teraz trzeba mieć naprawdę dobry powód, żeby kupić samochód z silnikiem benzynowym.

Podchodzę do swojego, brązowego, i myślę: na kolana to on nie rzuca. Po chwili druga refleksja – zaraz, od tego mają przecież DS4. Ten ma się sprzedawać. Z kompaktami jest trochę jak z budynkami, nie każdemu podoba się paryskie Centrum Pompidou, ale np. mieszkanie w miasteczku Wilanów wybrałoby sporo osób. Ludzie w końcu lubią Golfy, Octavie i Cee’d-y. Nadwozie jest stonowane i spokojne, ale nie staromodne. Trochę zachowawczy charakter karoserii ma przemówić do większej ilości klientów. Masywna sylwetka, spasowanie i sposób domykania drzwi - jeśli pamiętacie ZX-a czy Xsarę, to nowe C4 nie ma z nimi nic wspólnego. Na szczęście przód auta zachował charakterystyczny rozbudowany grill z wielkim logo marki. Za sprawą dużych szyb, do wnętrza wpada sporo światła, a widoczność dookoła jest dobra. ”Napompowana” sylwetka pozytywnie wpływa na wielkość kabiny oraz bagażnika, który ma pojemność aż 380 litrów.

Otwieram drzwi, a tam Citroën w swoim najlepszym wydaniu. W zeszłym roku jeżdżąc DS3 nie mogłem się nadziwić wielkiemu skokowi jakościowemu tej marki. Nowe C4 może i ma  z poprzednią generacją całkiem sporo wspólnego pod względem technicznym, ale wnętrze to zupełnie inna bajka. Jakość plastików, spasowanie, jak również ergonomia stoją na poziomie, jaki do tej pory mogliśmy spotkać w niemieckich autach. Zachwyciły mnie fotele – miały cztery różne materiały tapicerskie, trzy stopnie ogrzewania i funkcję masażu (uczucie jakby oparcie robiło głębokie wdechy i wydechy). Przyjrzyjcie się kształtowi przednich zagłówków – prawdziwi Francuzi: styl przede wszystkim. Nie zapomniano także o funkcjonalności: na pokładzie mamy tempomat z możliwością zapamiętania kilku prędkości, lusterka ostrzegają diodami o aucie w martwym polu, a naszego laptopa możemy podłączyć do standardowego gniazdka elektrycznego. Widzieliście takie coś w kompakcie? Rzut oka na cennik – silnik 1.6 HDi / 110KM z wyposażeniem Exclusive wyceniony został na 80 800 zł.

Ruszam. Wnętrze pachnie nowością. Rzut oka na komputer pokładowy - przebieg 23 km. Uśmiech. Diesel mruczy pod maską (tak tak, mruczy) szybko osiągając prawidłową temperaturę. Prosta. Gaz. Biegi wchodzą z łatwością, wskazówka prędkościomierza pnie się do góry. Trochę za szybko jak na teren zabudowany - ten silnik pasuje do nowego C4. Dzielnie zbiera się z niskich obrotów zapewniając przyzwoitą elastyczność. Kilka zmian pasów, wymijam inne samochody. Hamulce - ufff, skuteczne. Podwozie stanowi przekonstruowaną płytę z dotychczasowej generacji C4. Jest niemiecko twarde, zero bujania czy nieprzyjemnych przechyłów w zakrętach. Dziurawe jezdnie Łodzi nie robią na nim większego wrażenia. Zaskoczenie.

Przyznam się, że czasami po tygodniu testowania jakiegoś samochodu nadal nie wiem czy bylibyśmy zgraną parą na co dzień. Ten ”kupił mnie” po niecałej godzinie. Przekonały mnie: świetnie wykonane wnętrze, elastyczny silnik i dobre właściwości jezdne. Największą wadą nowego C4 jest moim zdaniem wygląd nadwozia. Rozumiem racjonalność argumentów marketingowców, ale mimo wszystko chciałbym, żeby wyglądał jak prawdziwy Citroën. Czekam na DS4.