Propozycje prezentów dla maniaka motoryzacji [FELIETON Mateusza Pietruszki]

untitled 25436 gloZbliżają się święta. Sezon puszczania Last Christmas w radiu już dawno rozpoczęty. Polsat jednak zapowiedział Kevina, a i sklepy wyglądają inaczej. Nie ma, więc wątpliwości, jaki to okres roku. A co się z nim wiąże? Oczywiście dawanie prezentów.

Jednak trzeba je najpierw kupić. Co roku stajemy przed tym problemem. Jako, że sam niedawno wróciłem z pierwszej części podobnych zakupów, chciałbym się z wami podzielić tym, co przyszło mi do głowy. Cel wycieczki był banalny – zabawka dla dwu i pół latka. Jak się później w praktyce okazało, robiłem w życiu prostsze czynności.

Moje pojęcie o dzieciach w tym wieku jest mniej niż znikome, toteż musiałem zaufać producentom i ich nalepkom w stylu 2+ czy 3+. Ostatecznie je jednak olaliśmy i wybraliśmy ze znajomą ogromną wywrotkę. Argumentacja taka, że im większa, tym bardziej spodoba się dzieciakowi. Nawet tutaj rozmiar ma znaczenie. Już od dziecka. Nie było małych części, więc z niepoprawnej konsumpcji zabawki nici. Podczas poprzedniej wizyty w Realu widzieliśmy ogromną ciężarówkę z jeszcze większą przyczepą, ale niestety, kto inny znajdzie ją pod choinką.

Wybór ogólnie jest przeogromny. Małe rowerki, samochodziki do jeżdżenia, maskotki, modele autek czy choćby wspomniane już wywrotki. Sam zawsze lubiłem dostawać prezenty związane z motoryzacją. Pamiętam szczególnie coś, co wyglądem przypominało Ferrari w wersji cabrio – było grantowe, miało skrętne koła, otwierane drzwi i maskę. Do tego w większości metalowe, więc nie było zagrożenia kompletnego zniszczenia podczas crash-testów, jakie później robiłem. Nawet nie wiecie ile miałem radochy z zabawy. Warty odnotowania jest też prezent, który otrzymał mój brat – duży, piętrowy parking z windą na sznurku. Mieściła się w nim masa resoraków. Nie mam pojęcia, jakie są ogólne gusta dzisiejszych dzieci, ale myślę, że te dwie rzeczy to świetna sprawa na prezent. Warto rozbudzać pasję motoryzacją już od samego początku.

Co jednak, jeśli kupujemy coś dla powiedzmy 10-12 latka? Zapomnijcie o kupowaniu przeterminowanych gadżetów z F1. To będzie błąd i na 100% dzieciakowi zaczną się trząść usta, bo przecież Kubica jeździ teraz w reno, a nie w be-em-wu. Niech lepiej pod choinką znajdzie jakieś zdalnie sterowane autko – nie są to kolosalne kwoty, więc możliwość jak najbardziej warta rozważenia (widziałem gdzieś takie specjalne do driftu). Po co się z resztą pchać w niepotrzebne koszta, skoro i tak za niedługi czas nasze bose stopy natrafią na zdradziecko postawioną na sztorc plastikową część od naszego prezentu.

Kolejny przedział wiekowy za nami. Przejdźmy do starszych – załóżmy w okolicach 15 lat. Szczerze mówiąc, to nie mam za wielu pomysłów w tej strefie. Większość dostaje pewnie ajpody i inne totalnie zbędne gadżety. Zamiast nich, może lepiej kierownica do komputera? Niech przyzwyczaja się do kółka. Wybór jest przeogromny, więc nie powinno być problemu z przedziałem cenowym. Widziałem też gdzieś myszkę Asusa z edycji Lamborghini – cena nie porażała (koło 100 zł chyba), a lans na całe osiedle. Do tego jakieś drobiazgi i wszyscy zadowoleni.

Teraz coś dla osób takich jak ja, czyli 19-20. Wbrew pozorom nie musimy wymyślać czegoś super ekstra oryginalnego. Wróciłbym, więc do jednego z poprzednich akapitów – tego, w którym opowiadałem o tym, co dostawałem jak byłem mały. Konkretniej do modeli aut. Nie ma nic lepszego niż okazałe r8, murcielago czy inne super auto stojące na biurku. Część z nich ma nawet fenomenalne podstawki z nazwami. Na 19-ste urodziny właśnie dostałem od koleżanki model motocykla (BMW 1150RS). Od tego momentu ma dumne miejsce pod monitorem i nie wyobrażam sobie, żeby mógł stamtąd zniknąć. Zapewniam was, że to świetny pomysł na prezent. Są też całkiem niezłe zegarki z serii F1 – za ok. 600 zł na pewno się jakiś trafi (chociaż jak już wcześniej wspomniałem – unikałbym kupowania prezentów formułowych poza sezonem).

Dobrą propozycją na prezent są oczywiście książki Clarksona, Maya czy Hammonda. Nie tylko fanom całej serii, ale nawet „zwykłym” ludziom powinno się to dobrze czytać. Właściwie wszystko od Top Gear’a można uznać za świetny i trafiony prezent. Jeśli komuś się nie spodoba to burak i tyle.

Tak się składa, że rok temu na święta dostałem rękawiczki dla kierowcy. Możecie je znaleźć w Wittchenie. Fajna sprawa. Bardzo dobry prezent dla osoby mającej prawko. W lecie nie polecam w nich jeździć (niemiłosiernie parzy w ręce), ale zimą jak znalazł (nie są ocieplane, tylko bardzo cienkie). Unikniecie niemiłych niespodzianek, kiedy to kierownica wam zacznie uciekać, a zimą robi to szczególnie zdradliwie. Porządny chwyt to jest to.

Nie mogę też przejść obojętnie obok akcesoriów z logami różnych marek. Od razy przypomina mi się siódmy odcinek z dwunastego sezonu Top Gear, w którym to trójka prowadzących naśmiewała się z takich gadżetów. Trudno im się dziwić – przepłacamy dość mocno za znaczek. Świetnym przykładem jest chodzik (tak może nazywać się malutkie autko dla dziecka, na którym siada i zasuwa po całym domu?), który ze znaczkiem Mini kosztuje… ponad 320 zł. Przysięgam, że widziałem podobne w Realu za mniej niż 100 zł. Po co przepłacać, skoro dzieciak i tak nie zauważy różnicy? Z drugiej strony jednak, kto bogatemu zabroni. Kiedyś w internecie trafiłem na pendrive w kształcie kluczyka Mini – chyba jeden z niewielu akceptowalnych gadżetów. Świetnie bym się czuł, jakby leżał gdzieś na biurku. Serio. Nie zgrywam się.

BMW w swojej ofercie też oczywiście ma podobne rzeczy. Koszulki, torby, szaliki, walizki etc etc. Wadą szczególnie niektórych t-shirtów jest to, że za mało krzyczą nazwę marki. Jedynie malutki znaczek gdzieś w mało znaczącym miejscu nie jest czymś, za co warto przepłacić. Podobnie jest w przypadku wyjściowych koszul. Jeśli mam jednak być szczery, to powiem, że ich jakość jest na wysokim poziomie.

Jeśli jednak uznamy, że czapka z logo KIA będzie świetnym prezentem to droga wolna w kierunku ich salonu. Trudno jednak wyobrazić sobie kogoś, kto chodziłby dumnie z takim napisem. Pod ew. moją aprobatę podchodzą jedynie takie trochę dizajnerskie torby z delikatnym logiem Soul.

Zróbmy, więc taką listę, co jest ok, a co be:

+ miniaturki samochodów – każda jest fajna
+ rękawiczki do prowadzenia auta
+ soundracer – to, co testowałem jakiś czas temu
+ pendrive w kształcie kluczyka do Mini – absolutnie fenomenalne, tylko nie umiem tego nigdzie znowu znaleźć
+ piętrowy parking – dla dziecka ideał, gwarantuję świetną zabawę – nie raz sami będziecie chcieli się nim pobawić
+ myszka Asus Lamborghini – ogólnie daje radę, ale to już taka ostateczność, jak nie wiecie, co kupić
+ wszystko ze znaczkiem Top Gear – tutaj chyba komentarz jak najbardziej zbędny

– gadżety F1 z poprzednich sezonów – po raz trzeci i ostatecznie chcę wam to wybić z głowy: świetnie działają tylko w czasie jego trwania (nie ulegnijcie ich przecenom)
– rzeczy z logami mega producentów – możecie pytać w komentarzach to ocenię czy warto przepłacić;)

No cóż. Trzeba zrobić klasyczne podsumowanie zakazujące kupowania skarpetek, swetrów, kapci czy innych niekoniecznie pięknie wyglądających rzeczy. Mam nadzieję, że chociaż trochę wam rozjaśniłem umysł tym swoim wywodem. Niewiele czasu zostało, więc lepiej się ruszyć i kupić coś póki jest jakiś wybór.
Życzyłbym wam wesołych świąt, ale musicie poczekać na oficjalne życzenia od całej naszej redakcyjnej trójki. Podsumowanie 2010 roku też gdzieś tam w naszych wewnętrznych rozmowach się już pojawia. W nim m.in. Motofilm COTY! Tak więc stay tuned!