Coś zaiskrzyło – test Chevrolet Spark 1.2 LT

spark46387 gloZ małymi samochodami jest jak z kawalerkami: im mniejszy metraż, tym więcej potrzeba przemyślanych rozwiązań w środku. Jeśli zapraszamy znajomych to muszą mieć gdzie wygodnie usiąść na chwilę, ich rzeczy przydałoby się włożyć do jakiegoś schowka, a kubki z gorącą kawą odstawić skutecznie unikając oblania. Czy Spark zasługuje zatem na miano super malucha, czy jest kolejnym miejskim wozidełkiem?

NADWOZIE
W 2007 roku General Motors planując nowego malucha przedstawił publiczności trzy odmienne prototypy: Beat, Groove i Trax. Na specjalnej stronie umieszczono sondę i poproszono internautów aby wybrali swojego faworyta. W głosowaniu wzięło udział wówczas blisko 1,9 mln osób, przytłaczającą większością głosów wybrano model Beat, na bazie którego powstał najnowszy Spark.
Jednobryłowe nadwozie jest na tyle charakterystyczne, że nie sposób pomylić Chevroleta z innym autem. Dynamicznie (jak na wymiary zewnętrzne) narysowana sylwetka może się podobać. Pełno w niej ostrych cięć i przetłoczeń. Przód zdominowały reflektory przypominające rozmiarem te, z Peugeota 407. Wyraźnie zaznaczone nadkola kryją 14-calowe alufelgi – do pełni szczęścia przydałyby się przynajmniej 15-calowe koła. Na dachu zamontowano srebrne relingi, które początkowo mogą śmieszyć – miejskie auto i relingi? Ale wystarczy zajrzeć do skromnego bagażnika, aby stwierdzić, że mogą być jednak przydatne. Dużą wadą nadwozia jest według mnie ukrycie tylnych klamek w słupkach. Funkcjonalność niestety ustąpiła miejsca wyglądowi – auto może i wygląda dzięki temu jak trzydrzwiowe, ale otwieranie drzwi jest niewygodne, a od wewnątrz widoczność po skosie do tyłu jest bardzo kiepska. W porównywalnej wielkościowo Pandzie widać o wiele więcej.

WNĘTRZE
Cztery osoby zmieszczą się bez trudu. Serio. To, że z przodu jest przestronnie to żadna nowość, każdy producent to potrafi. Konstruktorom udało się jednak wygospodarować na tylnej kanapie całkiem wygodne miejsca dla dwóch osób. Przy maksymalnie odsuniętym fotelu kierowcy pasażer za nim nie wbija mu kolan w oparcie ani nie podpiera głową podsufitki. Wracając do przodu kabiny – fotele na krótkich dystansach są wygodnie miękkie, po dłuższej podróży narzekać możemy na płaskie i krótkie siedzisko. Kokpit znajduje się wysoko, przez co nie mamy wrażenia, że siedzimy na taborecie i zaraz wypadniemy przez przednią szybę. Możemy się czuć prawie jak w samochodzie z segmentu B. Nieporozumieniem jest brak podpórki pod lewą stopę. Nawet w jeździe miejskiej jest to wygodne i przydatne rozwiązanie, może inżynierowie po prostu o tym zapomnieli? Tak samo jak o przycisku zamykania drzwi od środka? Zamki nie ryglują się automatycznie po ruszeniu i żeby je zablokować i odblokować należy każdorazowo sięgnąć do ”grzybka” na drzwiach.
Szarą deskę rozdzielczą ożywiają listwy w kolorze nadwozia. Korzystanie z systemu audio, jak i bardzo wydajnej klimatyzacji, jest proste i intuicyjne. Przyzwyczajenia wymaga elektroniczny wyświetlacz osadzony na regulowanej w pionie kierownicy. Jest on stosunkowo nieduży i do odczytania wskazań trzeba na dłuższą chwilę skupić swój wzrok. Przyciski funkcyjne usytuowano na jego górnej obudowie – do ich użycia trzeba przełożyć rękę przez kierownicę. Wygodniejszym rozwiązaniem byłoby osadzenie ich po prawej stronie, wtedy kierowca bez odrywania prawej ręki palcami mógłby zmieniać funkcje komputera. O amerykańskich korzeniach świadczyć ma ilość uchwytów na napoje. W drzwiach spokojnie umieścimy spore butelki, natomiast przy obciągniętym tanim materiałem drążku zmiany biegów odstawimy dwa kubki z kawą. Poza sporym zamykanym schowkiem znajdziemy jeszcze osobne miejsce na monety, karty wjazdowe na parking, okulary i telefon. Konkurenci uczcie się!
Po zachwytach pora na gorzką pigułkę – bagażnik. 170 litrów pojemności z trudem starcza na tygodniowe zakupy, a bagaże na weekendowy wypad mogą skończyć na tylnej kanapie. Owszem Alto i trojaczki z Kolina oferują jeszcze mniej, ale wspomniana wcześniej Panda zapewnia zarówno większą przestrzeń jak i szerszy otwór załadunkowy (zadziwiające jest jak często takie auta służą do przeprowadzek).

SILNIK
Jeśli Spark to tylko z silnikiem 1,2 o mocy 81 KM. Sprint od 0 do 100 km/h zajmuje mu wg danych fabrycznych 12,1 sekundy, dzięki czemu niepozorny Chevrolet dotrzymuje tempa o wiele większym autom. Jednostka napędowa mruczy przy tym przyjemnie i dopiero powyżej 4000 obr./min staje się głośna. No dobrze, ale czy do jazdy po mieście nie starczy słabszy i tańszy 1,0-litrowy silnik? Na pewno starczy, ale każdemu czasem zdarza się wyjazd poza strefę zabudowaną, gdzie napotka swojego największego (dosłownie i w przenośni) wroga: TIR-a. Niejeden kierowca małolitrażowego samochodu wie, jakim wyzwaniem jest wyprzedzenie takiej ciężarówki, a co dopiero gdy na pokład zabraliśmy ze sobą jeszcze współtowarzyszy. Sparkowi obce są takie problemy, mocniejsze wciśnięcie gazu i manewr jest zakończony. Oczywiście nie jest to dynamika na poziomie 3,0-litrowego TDI, ale patrząc z perspektywy 55-konnej Pandy są to wyniki iście olimpijskie. Kolejnym argumentem, aby zainwestować w większy silnik jest na pewno spalanie. Nasz niebieski Spark pokonał trasę Warszawa – Gdańsk – Warszawa, utknął w spowodowanych śniegiem korkach, ogrzewał non stop zmarzniętych testujących, a i tak nie chciał spalić średnio więcej niż 6,1 l/100km.

ZAWIESZENIE
Jak na klasę samochodu Chevrolet jest stosunkowo komfortowy. Zawieszenie jest bardziej miękkie niż np. w Toyocie Aygo. Większość dziur w jezdni jest w porę wyłapywana, a o ich obecności wiemy tylko dzięki odgłosom dochodzącym z podwozia. Pokonywanie ciasnych zakrętów za sprawą sporej wysokości nie należy do mocnych stron Sparka, auto nieprzyjemnie się przechyla i z pewnością nie przypomina miejskiego gokarta. Układ kierowniczy jest precyzyjny, a kierownica stawia lekki opór. Średnica zawracania nie należy do najmniejszych w segmencie, mimo to Spark doskonale odnajduje się w gęstym ruchu miejskim. Testowe auto miało nałożone opony zimowe, co może tłumaczyć lekko wydłużoną drogę hamowania. Specyficznie działa układ ABS – po pierwsze pedał hamulca ostro ”kopie” stopę kierowcy, po drugie towarzyszy temu w kabinie dźwięk przypominający starą sprężynę z kanapy.

KOSZTY I PODSUMOWANIE
Aby stać się właścicielem podstawowej wersji Sparka z silnikiem 1,0 / 68 KM wystarczy wydać 27 990 zł po uwzględnieniu obecnych upustów. Za taką kwotę dostaniemy to, co niezbędne, czyli 6 poduszek powietrznych, ABS i wspomaganie kierownicy. Samochód z większym silnikiem to wydatek co najmniej 36 690 zł. Natomiast testowa wersja LT kosztuje już 40 390 zł. Otrzymamy wtedy m.in. automatyczną klimatyzację, elektryczne szyby i lusterka, komputer pokładowy i wbudowane audio z wejściami AUX / mini USB. Jest to oferta skierowana do osób, którym zależy na w pełni wyposażonym, łatwym w parkowaniu samochodzie.
Jeśli jednak miejska zwinność nie jest dla nas priorytetem i tęsknimy za większym bagażnikiem może warto jednak rozważyć zakup auta z segmentu B. Dysponując kwotą 40 000 zł z pewnością trafimy na przyzwoicie wyposażone i równie ciekawe auto.

Dane techniczne:

Napęd
Rodzaj silnika: benzynowy
Pojemność: 1206 cm3
Typ napędu: przedni
Moc maksymalna: 81 KM (przy 6400 obr/min)
Maks. moment obr.: 111 Nm (4800 obr/min)
Skrzynia biegów: 5-biegowa, mechaniczna

Nadwozie
Długość / Szerokość / Wysokość: 3640 / 1597 / 1522 mm
Pojemność bagażnika w litrach: 170-568
Masa własna: 1058 kg
Ładowność: 302 kg
Rozstaw osi: 2375 mm

Dane eksploatacyjne
Przyspieszenie od 0 do 100 km/h: 12.1 s
Prędkość maksymalna: 164 km/h
Zużycie paliwa – trasa: 4.2 l/100km
Zużycie paliwa – miasto: 6.6 l/100km
Zużycie paliwa – cykl mieszany: 5.1 l/100km
Pojemność zbiornika paliwa: 35 litrów
Emisja CO2 [g/km]: 119

  • Ewelina

    Specjalnie dla Pana Wojtka się tutaj zarejestrowałam 🙂 Piszę Pan świetne teksty i jest Pan moim idolem 🙂 Tak dalej!

    EWELINA Z GORZOWA

  • Ale tutaj nie trzeba się rejestrować!!

  • jaca

    hehe…
    Co do auta, to nie kupiłbym go. Nie przekonuje mnie ani stylistyka zewnetrzna, ani wenetrze, zwłaszcza z tymi zegarami co wygladają jak zabawka dla dzieci

  • Robert

    Miło się czytało test, choć nie jestem przekonany do Chevroletów.
    Kto wychodził z auta na pierwszym i drugim zdjęciu ?

  • Hahaha, ktoś zauważył:D Właśnie Wojtek, jak to zrobiłeś? Miałeś kalosze czy co:D

  • Robert

    Hymm może praca zespołowa, jeden zaparkował i się schował na tylnym siedzeniu (bo jak Wojciech napisał auto jest również przestronne na tyłu), a drugi robił zdjęcie ? 🙂

  • Robert

    z tyłu*

  • wojtek

    najpierw przepuściliśmy kilka samochodów, żeby ocenić głębokość, a potem jeden z aparatem, a drugi za kierownicą na płasko

  • anya03

    A ja właśnie wczoraj odebrałam swojego wypasionego czarnuszka z salonu:) Środek z dodatkiem czerwieni:)