pa082448 gloMiejska legenda głosi, że widziano kiedyś mężczyznę za kierownicą Nissana Micry. Nie wierzycie? W sumie nic w tym dziwnego, ponieważ produkowana od 2002 r. generacja oznaczona symbolem K12 uchodzi za jeden z bardziej kobiecych samochodów (no może poza Suzuki Swiftem w limitowanej wersji Joanna Brodzik Edition). Dotychczasowa Micra wyglądała jak pamiątka pozostawiona na Ziemi przez statek-matkę. Może właśnie dzięki niepowtarzalnemu wyglądowi zyskała sobie tyle miłośniczek? Tak czy inaczej po 8 latach od debiutu Nissan postanowił wprowadzić zupełnie nowy, globalny model, który dzięki uprzejmości polskiego przedstawicielstwa miałem okazję przetestować przed debiutem w salonach.

Pierwsze wrażenie jest korzystne. Auto z zewnątrz wydoroślało, a linie złagodniały. Kształt bocznych drzwi i okien został zachowany, natomiast tylnią część dachu uformowano w spoiler zbliżony do tego znanego z Almery II. Mimo to od razu widać, że mamy do czynienia z Micrą (sztuka, której nie udało się konkurencji ze starym-nowym Swiftem, który wygląda prawie identycznie co poprzednik). Autko nieznacznie urosło, ale daleko mu długością do Punto Evo, Fabii czy Fiesty. Uważam to za plus, ponieważ w miastach miejsca nie przybywa, a ciągle rosnąca klasa B powoli traci swój podstawowy atut – wielkość. Rozmiarami i zwrotnością maluchy zaczynają przypominać kompakty sprzed 15 lat, m.in. dlatego coraz więcej osób przesiada się do mniejszych samochodów z segmentu A.

Wnętrze nowej Micry jest wystarczająco przestronne. Kierowca i pasażer z przodu mają miejsca pod dostatkiem. Osoby podróżujące z tyłu również nie będą siedzieć tam za karę. Bagażnik wypada ocenić jako wystarczający, ma on foremny kształt, a dzieloną kanapę w razie potrzeby można łatwo złożyć. Uwaga na głowę, ponieważ tylna klapa podnosi się za nisko.
Konstruktorzy Nissana wyciągnęli wnioski z poprzedniej generacji i zaopatrzyli nowego malucha w dużą ilość praktycznych schowków i uchwytów na napoje. Duży plus. Kokpit testowanej wersji wykonano z czarnego, twardego plastiku przez co było w środku odrobinę smutno. Nie mogę się za to przyczepić do montażu i spasowania, wszystko było jak należy. W centralnej części deski w oczy rzucał się okrągły panel sterowania automatyczną klimatyzacją, a powyżej duży wyświetlacz nawigacji i sprzętu audio. Wielofunkcyjna regulowana kierownica była obszyta skórą i dobrze leżała w dłoniach.

Do jazd udostępniono auto z nowym, trzycylindrowym silnikiem benzynowym o pojemności 1,2-litra i mocy 80 KM. W połączeniu z niską masą (910 kg) zapewnia on wystarczające osiągi jak na miejskie warunki – producent obiecuje 13,7 s do 100 km/h. Aby jednak jeździć dynamicznie należy go wkręcać na wysokie obroty, a wtedy uszy pasażerów atakuje natarczywy dźwięk jednostki. Zawieszenie Micry jest sztywne, ale dobrze radzi sobie z nierównościami warszawskich ulic. Pozytywnie zaskakuje układ kierowniczy, za sprawą którego auto jest bardzo zwrotne.
W ogóle wypada zaznaczyć, że nowa Micra jest posłusznym autem, w sam raz dla początkującego kierowcy. Karoseria jest przejrzysta, dzięki czemu łatwo wyczuć jej wymiary. Lewarek, kierownica i pedały chodzą lekko i przyjemnie.

Nowy Nissan Micra trafi do polskich salonów w listopadzie, a ceny zaczyna się będą od 38.900 zł za 5-drzwiową wersję Visia, w której odnajdziemy m.in. 6 airbagów, ESP, ABS, wspomaganie kierownicy, elektrycznie przednie szyby kierowcy, komputer pokładowy oraz centralny zamek.